Zapasy z Annapurną. Znowu.

Wiatr wiedział jak nam dokuczyć.

Rano odwiedziliśmy wieżę, dzisiaj w sympatycznej acz stanowczej obsadzie żeńskiej. Panie na wieży były przyjemnie zaskoczone pismem z Polski. Przyjaciele z kontroli lotów śledzą oczywiście nasze zapasy z Himalajami i przesłali serdeczne pozdrowienia nepalskim kolegom i koleżankom. Okazują teraz nadopiekuńczość sprawdzając co 10-15 minut gdzie jesteśmy. Przed centrowaniem komina wolę od razu zgłosić swoją pozycję by nie dekoncentrować się korespondencją później. Niestety AIP wymaga tego od nich.

Polecieliśmy dzisiaj w zestawie dwukawowym. Pogoda nadal taka sobie, całe przedgórze zakryte chmurami na 2600-2700, brak wiatru i anemiczne wznoszenia w mętnym powietrzu. Przeskoczyliśmy więc do Doliny Gandaki by w suchym powietrzu z Tybetu szukać szczęścia na zachodnim zboczu Annapurny. Wiatry mocowały się ze sobą. Po mozolnej wspinaczce udało się nam dojść do 5700m gdzie niestety tuż przed granią z której powstawała fala przestało wiać. Pogoda mówiła o słabnącym wietrze po południu i tak się stało. Na tym poziomie pojawia się huśtawka w rotorach, bez żadnego konkretnego noszenia. Nie było już czasu walczyć dalej, polecieliśmy do lotniska. Wcześniejsze lądowanie wykorzystaliśmy na wymianę koła ogonowego. Na szczęście przydatna była tu hojna pomoc zakładu Shleichera i w zestawie części zapasowych było nowe kółko. Rozebraliśmy też szybowiec by wymienić zbiornik paliwa w skrzydle, bo na lewej burcie pojawiła się długa smuga zacieku. Lata robią swoje i po wyjęciu okazało się, że zbiornik gumowy lekko przecieka. Ale tu znów niezastąpiony okazał się karton z częściami z fabryki.

Jutro mżawka więc mamy już kolejne zadania na liście.

Źródło: sebastiankawa.pl

Poleć znajomemu
  • gplus
  • pinterest

O Autorze

Zostaw komentarz