Szybownictwo

Szybowce





27.04-05.05.2007, Klix (Niemcy)

Relacja z zawodów w Klix 2007

Zachęcony opowieściami Roberta o zawodach w Klix sprzed paru lat, podjąłem decyzję o starcie, traktując je jako trening przed Mistrzostwami Polski.

Trening ten przerósł nasze najśmielsze oczekiwania, bo przez osiem dni rozegranych zostało osiem konkurencji! Tylko raz zwycięzca nie osiągnął prędkości 100 km/h i wyniosła ona "zaledwie" 89,48 km/h. W pozostałych przypadkach oprócz przekroczenia 100 km/h przez większość zawodników, zwycięzca trzykrotnie przekroczył 130 km/h.

"Patyków" była cala gromadka. Startowało mianowicie 37 zawodników w klasie otwartej, w tym 4 Polaków (Adam Czeladzki, Tomasz Dul, Robert Ślęczkowski i Mirosław Wysocki). W klasie klub wśród 36 zawodników reprezentowało nas również 4 pilotów (Mirosław Hołyś, Patryk Michalak, Witek Czarnik i Mikołaj Zdun). Pozostałe klasy "106" i "Gemischte"-mieszana, już bez polskich reprezentantów liczyły odpowiednio 10 i 33 zawodników.

Pierwszy dzień potraktowany oczywiście przez większość z należytym respektem bez mrugnięcia okiem wygrał Adam Czeladzki zgarniając w ten sposób kalendarz z szybowcami, będący przez całe zawody nagrodą dla zwycięzcy każdej z klas.

Odprawy gromadzące 116 pilotów, były przygotowane dość profesjonalnie z codzienną nutką dowcipu. Z naszych "załóg" Patryk również dostał prezent. Na jednej z odpraw wywołany został na środek sali i dostał. parasol. Odchodząc wśród ogólnego śmiechu i oklasków, dopiero przy naszym stoliku pojął, w czym była rzecz. Otóż parasol był po to, że gdy już po dolocie zostawia na miejscu lądowania na pół godziny szybowiec i w tym czasie zajmuję się swoją przyjaciółką, to niech się nim chociaż osłonią, żeby komisja sędziowska patrzyła na przylatujące szybowce, a nie rozcałowaną parę.
Ostatnie miejsce nagradzane było litrową butelką z napojem. Jednak nikt z naszych nie wywalczył tego zaszczytu. Rekordzistą był starszy pan, który pod koniec zawodów powiedział na odprawie, że już chciałby kilka butelek odsprzedać.

Wracając do konkurencji, codziennie przeżywaliśmy Deja vu, a to za sprawą rejonu lotów, który dla wszystkich klas co dzień był identyczny. Zmieniał się jedynie kierunek oblotów. Przyczyniło się to dość dobrego poznania specyfiki warunków termicznych. Dopiero w siódmej konkurencji otarliśmy się o pagórki i granice z Czechami, co nieznacznie urozmaiciło sam lot. Ogólnie w każdym locie ocieraliśmy się o strefy zastrzeżone lub granice z Polską lub Czechami, na co trzeba było mocno uważać, aby nie dostać żółtej i ostatecznie czerwonej kartki w zawodach za ich naruszenie.

W klasie otwartej bezapelacyjnie wygrała duńska para, doskonale ze sobą współpracująca. Wlatani w swoje Ventusy Duńczycy zdeklasowali rywali. Tylko miejscowy Niemiec na swoim ASW17, notabene kilkukrotny zwycięzca tych zawodów, próbował nawiązać z nimi walkę zajmując ostatecznie trzecie miejsce z dwoma wygranymi konkurencjami na koncie.

W połowie zawodów pudło stawało się już poza zasięgiem naszych poczciwych długali. Latanie w parze dało jednak dobre efekty w postaci, jakby nie było wysokiego 5 i 6tego miejsca. Gorzej poszło Tomkowi i Adamowi, którzy zmuszeni byli do odpalenia w jednej z konkurencji motorków, co przekreśliło ich szanse na walkę o czołowe lokaty.

Dużo lepiej radzili sobie nasi w Clubach zajmując ostatecznie 3, 4, 6 i 10te miejsce. Rywalizację utrudniał im niestety współczynnik "krótkiego". Na bezchmurnych, z którymi mieliśmy często do czynienia nie łatwo było uciec peletonowi. Witek utrzymywał pozycje lidera do połowy zawodów. Niestety dobrze latający Niemcy wykorzystujący walory swoich szybowców i współczynników odnieśli ostateczne zwycięstwo.

Ogólnie zawody trzeba zaliczyć do bardzo interesujących i udanych. Nie mieliśmy już takiej fobii jak na początku, wlatując nad kopalnie odkrywkowe o średnicach kilkudziesięciu kilometrów. Dodatkową atrakcją było przelatywanie obok "Tropical Islands", olbrzymiej "szklarni" z położonym przy niej lotniskiem i "stacjonarnym" kominem. Z racji nieustannej dobrej pogody nie było nam dane się tam wykąpać. Atrakcyjne było też latanie w tak rześkim i czystym powietrzu gwarantującym doskonałe widoczności. Zobaczyć z Klix ośnieżone jeszcze szczyty Karkonoszy nie jest dane każdego roku.

Mój brykający wokół szybowców i pomagający mi myć szybowiec siedmioletni syn Adrian podszedł do mnie po bodajże siódmej konkurencji i spytał z poważną miną, czy może być zwolniony dzisiaj z mycia statecznika długala.
Rodzinna atmosfera była domeną tych zawodów. Nie ukrywam sam, że miło jest po zaciągnięciu szybowca na start przyjść na uszykowane przez żonkę śniadanko. A wieczorem po locie i oddaniu logera zakładać pokrowce na już wypucowanego długala.
Ten "współczynnik śniadaniowy" udało się również wykorzystać Robertowi, który bez takiej ekipy nie był w stanie zdążyć po locie i myciu szybowca na rozpalanie grilla.

Pierwszych osiem dni było na tyle wyczerpujących, że w sobotę Niemcy nie garnęli się już do latania i ostania możliwa dziewiąta konkurencja została dla wszystkich odwołana, co przyspieszyło ruchy związane z demontażem sprzętu i przygotowaniem się do wyjazdu.

Z ciekawych anegdot, godny zarejestrowania jest jeszcze MANEWR ŚLEDZIA. Tak się chłop rozpędził na dolocie, że zapomniał zrobić położony o 12 km od lotniska punkt dolotowy. Jednak manewr o 90 stopni w prawo, 300 metrów na 10tym kilometrze i garść kolejnych siwych włosów na dolocie uratowały jego prędkości i dobry wynik w dniu.

Można powiedzeć, że jesteśmy już cenowo w Europie. Wpisowe jest droższe niż u nas w Polsce, ale cena holi przestaje diametralnie odbiegać od polskiego poziomu.

Pozdrowienia

Mirek Wysocki

Zobacz także:

- Szczegółowe wyniki zawodów...
- Trochę zdjęć...


Copyright © 2000-2008 Michał Lewczuk
michal@szybowce.com