Szybownictwo |
|
|
Vinon sur Verdon (Francja) 14-29.07.2006
Szybowcowe Mistrzostwa Świata w klasach Klub i ŚwiatowejSiódma konkurencja - 22 lipcaDziś o godzinie 17.32 Sebastian przyprowadził spod ogromnych chmur burzowych sporą gromadę szybowców, wśród których znajdowała się cała nasza czwórka. Widok dużych białych ptaków falujących na tle granatowych chmur żywo przypominał mi obrazy z Afryki, w której godzinami śledziłem zmagania ptaków z żywiołami niebios. Parny ranek wróżył burze i spodziewali się ich także gospodarze, a meteorolog trafnie wyliczył, że pojawią się one gdy temperatura przekroczy 34 stopnie co pozwoli na wędrówkę kominów nad inwersję do obszaru kondensacji. Sytuacja jak wczoraj i tak jak wczoraj do gór bezchmurnie. Oszczędzono dziś pilotom długich, nerwowych manewrów przed startem, ale gdy weszli w góry zamknęła się za nimi granatowa kurtyna. Wydawało się, że NIKT nie ma szans wrócić z tego piekła, ale VPos wskazywał, że piloci klasy club ciągle lecą i to z niezłymi prędkościami, a w radio można było podsłuchiwać światowców cieszących się z fantastycznych wznoszeń choć drogę w półmroku wskazywały im częste błyskawice. Lecieli dobrze, ale wlecieli nieco za daleko w głąb strefy i to spowodowało, że mieli spore problemy z wydostaniem się spod opieki płanetników. Spasować musiała Joasia... Nasi klubowcy bardzo rozważnie i wreszcie gromadnie rozegrali lot i uzyskali prędkości od 117 do 123 km/h. Istotne jest to,że Brytyjczycy zafundowali sobie zbyt długi wypad na północ a to dało im poważne kłopoty w drodze powrotnej. Szósta konkurencja - 21 lipcaWyrazisty, niebieski kolor nieba o świcie bez zamgleń wróżył dobre warunki do lotów. Podobne obietnice składał meteorolog, toteż wielkie było zdziwienie wszystkich, gdy szybowce klasy światowej zbiły się w dwa roje i nie mogły wzlecieć ponad wysokość odczepienia a niektórzy ponawiali starty. Dodatkowe 40 Euro wysupłać musiała także nasza Joasia Biedermann. W takiej sytuacji organizatorzy zdecydowali się na krótkotrwałe opóźnienie startu szybowców klasy club. Gdy temperatura przekroczyła 30 stopni pojawiły się nad wyższymi wzniesieniami pierwsze cumulusy i piloci powoli przemieszczali się w ich kierunku dla rozeznania pogody na pierwszym odcinku trasy. Przy tym "rozpoznaniu walką" Wojtek Kos omal nie poległ na polu, z dala od lotniska, ale gdy już przymierzał się do jakiegoś ścierniska w dolinie rzeki dość mocny komin wybawił go z opresji - lecz nie wyniósł na tyle wysoko by Wojtek mógł dołączyć do grupy. Zdesperowany rzucił się w beznadziejny z pozoru pościg za przechodzącymi go górą szybowcami. Jednak tym razem los tak pomyślnie poskładał chmurki, że udało mu się dołączyć do Mirka, oraz towarzyszących mu pilotów i już bez kłopotów dokończył lotu. Sebastian z Karolem wypuścili się w daleki rajd w kierunku gór i z miłym zaskoczeniem stwierdzili, że po przejściu inwersji przyziemnej od wysokości około 1500m wznoszenia przyśpieszają, aż do wysokości podstawy chmur powstających na wysokości ponad 3000m. Nie mniej zdziwili po długim locie ślizgowym do linii startu, gdy stwierdzili, że ze wszystkich stron spływają kolejne szybowce. W martwym powietrzu nad doliną nie było jednak miejsca na manewry i trzeba się było zgodzić na rolę zająca przed chartami. Przed pierwszym punktem zwrotnym zagubił się gdzieś Karol, ale obecność chmur o wysokich podstawach poprawiała bezpieczeństwo i komfort lotu oraz dawała alternatywę dla lotu po skalnych ścianach. Lot był szybki bezproblemowy, lecz do pełnego sukcesu brakło Sebastianowi przysłowiowego łutu szczęścia. W krytycznym momencie, gdy trzeba było szukać komina dolotowego, rozlały się chmury na dłuższym odcinku trasy, a drogę do mety odgradzała burza. Trzeba więc było zadowolić się 2-metrowym wznoszeniem dającym szansę na dalszy lot. W tym miejscu znaleźli się akurat nasi "światowcy", także potrzebujący podparcia, ale gdy oni dotarli do niego, zbawczy komin wzmocnił się ku ich radości aż do 5 m/s. Burza nie zdołała zakłócić dolotów, bo w jej części rozpostartej nad trasą nie było jeszcze opadu, toteż niemal wszyscy piloci przekroczyli linę mety. Sebastian przyleciał w pierwszej grupie szybowców, a drobne straty punktowe spowodowane są działaniami współczynnika wyrównawczego i niewielkimi różnicami w czasie odejścia na trasę. Świetnie rozegrali swój dzień " światowcy". Krzysiek wypatrzył moment odlotu trójki Francuzów i "zarzucił cumę". Natomiast Łukasz w sześć minut później rzucił się w pościg za liderami zawodów. Współpracując z Krzyśkiem zdołał dopędzić mistrzów latania górskiego, a różnica czasu przy odejść na trasę dała mu zwycięstwo w konkurencji. Sebastian nadal jest liderem zawodów. Piąta konkurencja - 20 lipca
Wczoraj przechodził przez tutejsze ziemie front ciepły. W według naszych kanonów meteorologicznych powinna być trzydniówka, lecz tu nie spadła kropla deszczu a tylko ciepłe powiewy pomieszały nieco szyki szybownikom. Trudno jest tu pełnić rolę meteorologa, a jeszcze trudniej zaplanować pilotowi taktykę. Co dolina to inna masa powietrza i inne wiatry. Na odprawie analizowana jest sytuacja i przewidywania pogody w każdej dolinie Przewidywano dziś dość trafnie od bezchmurnej po opady deszczu. Ale w tej dynamice zjawisk prognoza dość często odbiega diametralnie od rzeczywistości. Vinon leży w suchej niskiej części Prowansji - krainy lawendowych pól i lawendowego miodu Jest to ogród Francji. Woda po ulewach zniknęła w ciągu kilku godzin a ostre słońce zdążyło już tak wypalić ziemię, iż ma się wrażenie jakby nie padało od miesięcy. Zgodnie z zapowiedziami obszar około 60 km do wysokich gór był bezchmurny a dobra widzialność sprzyjała tym, którym na zawodach przekazuje się kotwicę. Światowcom wyrysowano dziś motylka który tylko górną częścią skrzydełek opierał się o góry toteż wiadomo było, że raczej nie będą na swej drodze spotykali zbyt wiele chmur chroniących przed palącymi promieniami naszej gwiazdy i dających cenne wskazówki o lokalizacji wznoszeń. Nasi chłopcy od rana głowili się jak tu wymanewrować konkurentów, by nie być tym, który bawi się w przewodnika na polu minowym. Światowcy wykorzystali moment, gdy na chwilę opustoszała przestrzeń wokół linii startu i odeszli nie nękani przez peleton. Utrzymując dobre tempo bez problemów przebyli całą trasę, ale ich satysfakcję zmącił szybko widok chmary konkurentów którzy zbliżali się w ślad za nimi do mety. Wygrali Francuzi którym pomagała, ważna dziś i nie tylko dziś, perfekcyjna znajomość terenu oraz. Duodiscus. Czesi wiozący się z nimi zgłosili z tego powodu skargę, ale dezaprobaty nie wyrażał Brazylijczyk Duarte, który stwierdził jednoznacznie, że w Amazonii nie ma gór i w związku z tym nie będzie próbował wygrać z gospodarzami, a przeciwnie chce się od nich czegoś nauczyć. Taktyka sztywnego holu przynosi efekty i wbił się przed naszych ambitnych lotników, którzy utrzymują nadal bardzo dobre 6 i 7-me miejsca. Klasa club leciała dziś na skos w kierunku Turynu i mogli na granicznej przełęczy oglądać urządzenia, które zainstalowano tam na minione Igrzyska Zimowe. Do tego momentu nasz zespół leciał dobrze i korzystając ze wskazówek naszej lokomotywy wszyscy utrzymywali się w czołówce. Na punkcie rozeszły się koncepcje Sebastiana i Karola. Pierwszy z marszu nie oglądając się na wysokość wleciał nad przełęcz i cofnął się do komina. Natomiast Karol chciał wcześniej wykorzystać wznoszenie. i tyle się widzieli. Wymuskane ciężką miesięczną pracą Janka Kosa i Marcina Kamińskiego - z WIRKK Jurka Biskupa - skrzydełka BZ w samotnym już rajdzie błyskając w słońcu szybko przemykały nad graniami i przez przełęcze do znanego już, z Grand Prix Pic de Bure. Po tym punkcie obserwatorów VPos w hangarze odpraw zdziwiło dalekie odejście od trasy w wykonaniu Sebastiana. Wydawało się, że lecący po kursie konkurenci nie tylko zniwelowali jego przewagę a wręcz przed nim zameldują się na ostatnim punkcie zwrotnym. Ale on już przed startem cieszył się na spotkanie z ulubioną górą Cigaro. Nie zawiodła go. Mimo deszczu uraczyła go niemal 4-metrowym wznoszeniem i niczym jastrząb z góry spadł na zmierzających do punktu Bergmana i Uli Schwenka. Stąd już szybka jazda po schodzących na płaskowyż grzbietach i około 60-km niewiadomej samotnego rajdu na bezchmurnej. Rajdu pomyślnego, a w związku z tym od jutra jemu ciążyć będzie sak-palto lidera zawodów. Czwarta konkurencjaPo emocjach trzech burzowych konkurencji i wczorajszej kanikule w deszczu i na wodzie dzisiejszy ranek powitał nas przymglonym, ale ostrym słońcem. Mamy nadzieję, że gospodarze po dzisiejszej awanturce przestaną manipulować dostępem do Internetu i będziemy mieli już łączność ze światem. W samo południe wystartowali pierwsi wspaniali z klasy klub i przy dość sprawnych holowaniach od 13.29 obie klasy mogły odchodzić na trasy. Z zachodu nasuwa się front ciepły wrzucając pierwsze piórka cirrusa na nieboskłon, toteż harce nad linią startu nie trwały długo. Wojtek i Mirek w dobrej fazie odeszli o 13.40 na 400-kilometrowy wielobok po wysokich górach a Sebastian z Karolem dokonali jeszcze krótkiego rekonesansu wstępnego odcinka trasy i odmeldowali się 10 minut później. Równolegle z nimi odeszli światowcy. Milczące radio świadczy o dobrym odejściu i szybki oddaleniu się od lotniskach. Wśród wysokich gór mają mieć przyzwoite wznoszenia, ale też czekają na nich śmigusowe pułapki. Jeśli Bozia da i Francuzi pozwolą to postaramy się przekazywać w miarę świeże wieści, lecz tu ciągle wszystko jest wielką niewiadomą. Wygląda na to, że trzeba będzie jednak Francję przyłączyć do Europy i cywilizacji a przegonić od nas France Telecom. Dobre odejście i szybki odlot w obu klasach. Światowa odskoczyła od mętnych mas frontu ciepłego i szybko przemieszczali się na północny - wschód wzdłuż regularnych pasm górskich w kierunku Włoch. Do przodu wysforowali się Busek oraz Dedera z Czech i w zgodnej parze długo prowadzili cała stawkę. Dopiero w rejonie punktu nawrotu dopadła ich trójka trzech francuskich muszkieterów. Łukasz i Krzysiek dzielnie bez oglądania się na konkurentów realizowali własna koncepcję lotu wędrując odrębnymi od peletonu ścieżkami a po przejściowych kłopotach na początku trasy zdecydowanie skracali dystans do czołówki. Tu osiągnęli wysokość 4200m i stwierdzili zgodnie, iż przepis mówiący o obowiązku używania tlenu na tych wysokościach ma swoje uzasadnienie. W drodze powrotnej Francuzi zaczęli swój taniec na skałach i wraz z Czechami odfrunęli do mety. Łukasz i Krzysiek zajęli świetne w tej stawce 6 i 7 miejsce a generalnie 5 i 6 po Francuzach i Dederze. Wynik znakomity. Piloci klasy klub nie mieli tak sympatycznego zadania, gdyż start, drugi punkt zwrotny oraz znaczna część dolotu przebiegały w masach ciepłego frontu, a tylko północne odcinki trasy dawały przyzwoite wznoszenia na wysokich górach. Większość miała jakieś zacięcia. Tuż przed 18-tą wylądował Sebastian. Zmięty, spocony, skrajnie wyczerpany z głęboką dezaprobatą komentował przebieg swojego lotu. Z niedowierzaniem przyjął naszą informację, iż dwie minuty przed nim zameldował się jedynie Austriak Rabeder. Mirek i Wojtek dobrze, szybko pokonywali trasę do ostatniego punktu zwrotnego, ale na dolocie wypadli z fazy wznoszeń i stracili na ostatnich kilometrach sporo czasu. Tomasz KawaTrzecia konkurencjaWczoraj w ciężkich, burzowych warunkach rozegrano trzecią konkurencję Szybowcowych Mistrzostwach Świata w klasach Klub i Światowej. Dzień obfitował w liczne lądowania w terenie przygodnym. W klasie Klub bardzo dobrze wypadli Sebastian Kawa z Karolem Staryszakiem, którzy zajęli odpowiednio drugie i trzecie miejsce. Dzięki temu Sebastian awansował na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, a Karol na 14te. Mirek Matkowski był wczoraj 13ty i jest 16ty w generalce. Nie powiodło się Wojtkowi Kosowi - lądował w polu i zajął 35 miejsce w konkurencji. Kolejny raz świetnie polecieli nasi dwaj młodzi piloci w klasie światowej. Łukasz Wójcik zajął wczoraj czwarte miejsce, a Krzysiek Herczyński był piąty! Asia Biedermann lądowała wczoraj w polu i zajęła 15te miejsce. MLPierwsze dwie konkurencjeFajerwerki, liczne uroczystości i imprezy rozrywkowe towarzyszące 14 lipca hucznym obchodom święta narodowego Francji zostały w prowansalskim
Vinon wzbogacone o ceremonię otwarcia Szybowcowych Mistrzostw Świata klasy Club i klasy Światowej.
Zobacz także: |
| Copyright © 2000-2012 Michał Lewczuk michal@szybowce.com |