Szybownictwo

Szybowce

.....





Leszno, 14-23.07.2006

Szybowcowe Mistrzostwa Polski w klasie Standard

Zakończenie Mistrzostw

Henryk Muszczyński zdobył tytuł Szybowcowego Mistrza Polski w klasie Standard. W zawodach rozegranych w Lesznie pilot Aeroklubu Leszczyńskiego wygrał trzy spośród ośmiu rozegranych konkurencji i przez niemal całe zawody zajmował miejsce lidera łącznej klasyfikacji. Tytył wicemistrza zdobył również pilot Aeroklubu Leszczyńskiego Tomasz Krok, który prowadził przez dwie konkurencje. Trzecie miejsce w tych zawodach zajął Arkadiusz Downar z Aeroklubu Warmińsko - Mazurskiego, który dzięki dobrej końcówce wyprzedził Macieja Adamskiego z Leszna.

W 51. Szybowcowych Mistrzostwach Polski zawodnicy pokonali łącznie rekordową liczbę ponad 11 000 kilometrów! Rekordowa była również ilość rozegranych konkurencji - dzięki doskonałej pogodzie piloci rywalizowali codziennie przez osiem dni - przez co były to z pewnością męczące zawody.

Równolegle do Mistrzostw Polski rozgrywano Krajowe Zawody Szybowcowe w klasie klub-B. Wygrał w nich Cezary Sudoł z Aeroklubu Ziemi Pilskiej. Tuż za nim uplasowali się Ryszard Pawlus (Aeroklub Kielecki) i Zbigniew Kwieciński (Aeroklub Gliwicki).

Zapraszam do obejrzenia pełnych wyników zawodów.

Łukasz Mazur

Dzień ósmy - 22 lipca

Przywykliśmy już do tego, że od rana świeci słońce, potem są cumulusy, noszą do 3-4 m/sek, mają podstawę ponad 2000 m, a my lecimy na długą trasę, którą pokonujemy z zawrotną prędkością. Tak było i ostatniego dnia zawodów. Tym razem zadaniem dnia był wielobok o długości 369 km z punktami zwrotnymi w Miliczu, Zebrzydowej i Janiszowicach. Atmosferę podgrzewała walka na różnych poziomach tabeli: jedni walczyli o podium, drudzy o miejsce w pierwszej i drugiej dziesiątce. Stąd też przed taśmą panowała gorączkowa atmosfera. Zapewne jedynym spokojnym był Heniek Muszczyński, który w dotychczasowych konkurencjach wyrobił sobie taką przewagę, że mógł lecieć spokojnie. Mimo otwartego startu lotnego nikt nie kwapił się by ruszyć na trasę. W końcu po półgodzinnych manewrach worek się otworzył i harty ruszyły. Pierwszy bok do Milicza przebiegał szybko bowiem chmury układały się jedna za drugą, a na dodatek wiał wiatr w plecy. Po nawrocie pierwsza grupa pojechała po szlaku z odchyłką północną. Był to błąd bowiem po 20 km szlak się skończył i trzeba było przedzierać się do drugiego pz pod bezchmurnym niebem. Lepiej zrobili zawodnicy, którzy lecieli później, bowiem po Miliczy wybrali wariant południowy i po chmurach dotarli do Zebrzydowej. Trzeci bok przebiegał nad poligonami, które mimo braku chmur dawały noszenia do 3 m/sek. Zaraz za poligonami rozciągały się piękne cumulusy, które pozwoliły na bezproblemowe zaliczenie ostatniego pz w Janiszowicach i szybki dolot do lotniska.

Tak doskonałą atmosferę ostatniej konkurencji zakłócił wypadek, który przytrafił się podczas lądowania Kamilowi Wójcikowi. Zmieniając kierunek lotu podczas fazy wytrzymania zahaczył skrzydłem o ziemię co doprowadziło do rozbicia szybowca. Na ile natłok szybowców lądujących w tej samej chwili miał wpływ na ten wypadek jest już sprawą komisji badającej to zdarzenie. Jedno pozostaje bezsporne - dobrze, że Kamilowi nic się nie stało, a na wyciąganie wniosków będzie miał zapewne sporo czasu.

Zwycięzcą ostatniej konkurencji został Przemek Bartczak, co dało mu awans na 7 pozycję (razem z Kamilem Wójcikiem). Na szczycie tabeli nie zaszły już istotne zmiany, bowiem dotychczasowi liderzy polecieli bardzo dobrze i utrzymali swoje lokaty.

Kończąc tak udane mistrzostwa trzeba podkreślić doskonałą współpracę trójkąta MOC, czyli Jurka Mierkiewicza, Macieja Ostrowskiego i Darka Ciska, co w połączeniu z bardzo dobrą pogodą dało fantastyczne zawody pełne pięknych przelotów, zadziwiających prędkości i wspaniałej walki sportowej. Podziękowania należą się organizatorom mistrzostw zarówno tym z wyżyn dyrektorskich i wyszkoleniowych, jak i holownikom i licznym wolontariuszom, którzy w pocie czoła starali się by wszyscy wywieźli z Leszna jak najlepsze wspomnienia. BARDZO WAM DZIĘKUJEMY!!!

Jurek Kolasiński

Dzień siódmy - 21 lipca

Zanosiło się na dzień przerwy. Wszak od rana pełne zachmurzenie związane z przechodzącym frontem. Nic nie wróżyło kolejnej, a tym bardziej szybkiej konkurencji. Tymczasem do zachodu zbliżał się błękit, a z nim warunki na rozegranie kolejnej z rzędu - siódmej konkurencji. Była nią obszarówka w minimalnym czasie 2h30min. Pierwsza strefa znajdowała się na zachód od Grochowic, druga na wschód od Krobi.

Ponieważ starty nastąpiły późno, a na dodatek podstawa chmur sięgała 2400m więc nie było czasu na zastanawianie i większość zawodników dość szybko ruszyła na trasę. Początkowo lot przebiegał bezproblemowo, choć wielu pilotów narzekało, że nie trafiało noszeń powyżej 2m/sek. Po przekroczeniu Odry część pilotów poleciała za Zieloną Górę, tylko nieliczni wybrali wariant południowy. Pod koniec pierwszej strefy chmury zaczęły się rozpadać, co dla wielu zawodników oznaczało mozolny powrót i stratę prędkości. Najlepiej z tą fazą lotu poradził sobie Adam Czeladzki - dzisiejszy zwycięzca. Po powrocie w rejon Leszna złapał dobre noszenie nad dużym lasem i to pozwoliło mu na wlecenie w drugą strefę na ok. 20 km, nawrót do domu i finisz z prędkością 111 km/h. Pozostali zawodnicy albo wlatywali w drugą strefę po południowej stronie - szlakiem zakończonym burzą, albo po północnej. O sporym pechu może powiedzieć Witek Czarnik, który tak się rozpędził w drugiej strefie, że zakończył lot na polu w okolicy Borka. A szkoda, bo w tym momencie miał prędkość 120 km/h. Niestety przedwczesne lądowanie pozbawiło go dobrego miejsca w tych zawodach.

Siódma konkurencja nie poczyniła wielkich zmian na szczycie tabeli, choć gorszy lot Tomka Kroka spowodował, że dobrze latające Arek Downar zbliżył się do niego na niebezpieczną odległość. Jutrzejsza konkurencja może więc jeszcze zmienić miejsca na szczycie tabeli. A no zobaczymy.....

Dzień szósty - 20 lipca

Czy może być jeszcze goręcej i jeszcze szybciej? Okazuje się, że może. Co do temperatury to wszyscy w Polsce przeżywamy to samo. Natomiast wyżej i szybciej dane było jedynie uczestnikom 51 Szybowcowych Mistrzostw Polski w klasie Standard. Na dodatek, jak można było się spodziewać rywalizacja na szczycie tabeli dodatkowo rozgrzała atmosferę.

Rejon Leszna pozostawał pod wpływem gorącej masy napływającej z południa. Maciej Ostrowski - meteorolog zawodów przewidywał jednak rozwój nielicznych chmur o wysokich podstawach. Powyżej prognozował pokrycie cirusem. Nie do końca pewny prognozy Jurek Mierkiewicz trzykrotnie zmieniał zadania dnia by ostatecznie wysłać zawodników na trasę o długości 400 km z punktami zwrotnymi w Przylepie, Ośnie Lubuskim, Lipnej i Drzonowie. Powiało optymizmem gdy na niebie zaczęły wyskakiwać cumulusy. Bardzo szybko ich podstawa przekroczyła wysokość 2000 m. Pierwsza grupa zawodników ruszyła zaraz po otwarciu startu lotnego. Jednym z pierwszych był lider Henryk Muszczyński.

Ponad połowa zawodników wyczekała jednak 10-20 minut. O dziwo pierwszy bok do Przylepu sprawił wielu zawodnikom trochę kłopotów, byli i tacy, którzy spadli w rejonie I pz do 600 metrów. Aż dziw, bo podstawa sięgała już 2400 m, a noszenia miejscami przekraczały 3 m/sek. Po zaliczeniu I pz jakby problemy ustąpiły. Lot nabrał tempa, podstawa chmur wzrosła do 2900-3000m. Trzeba więc było uważać by nie przekroczyć nakazanej wysokości 2800m. Po zaliczeniu II pz większość zawodników bez problemów pokonała następny bok. Cumulusy choć dość rzadkie dawały jednak pewne noszenia (do 4-5 m/sek). Podobnie wyglądał czwarty bok. W tym rejonie czołową grupę dopadł dzisiejszy zwycięzca Arek Downar. Swoim brawurowym lotem wpędzał w kompleksy szczególnie kolegów lecących na lepszych szybowcach (SZD-55 i LS-8). Po wielokilometrowym locie nie ustępował im na metr.

Podczas gdy czołowa grupa meldowała się w Przylepie i rozgryzała taktykę dolotu, Heniu Muszczyński już meldował się na mecie z doskonałą prędkością 137,5 km/h!!! A jednak to nie wystarczyło by zwyciężyć w dniu dzisiejszym. Tak boleśnie odczuwany współczynnik spowodował, że Heniek zajął dziś drugie miejsce, a zwycięzcą dnia został Arek Downar (125,3 km/h). Dzięki temu awansował na trzecie miejsce spychając Macieja Adamskiego na czwartą pozycję. Pozycję lidera zachował Heniek Muszczyński. Na drugim miejscu umocnił się Tomek Krok, który dziś był trzeci.

Można by krzyknąć za Bohdanem Tomaszewskim: "szkoda, że Państwo tego nie widzą!". Dziś jednak można obejrzeć te wspaniałe loty za sprawą internetu i programu Seeyou. Myślę, że warto bo takie szybkie konkurencje nie zdarzają się w Polsce zbyt często.

I ja tam byłem, miód i wino piłem i się nalatałem....

Dzień piąty - 19 lipca

Trwa zacięta walka pod leszczyńskim niebem. Ostry atak na pierwsze miejsce przypuścił Heniek Muszczyński. Warunki ku temu były doskonałe, bowiem już od rana nad lotniskiem pojawiły się cumulusy. Widocznie masa dostała zastrzyk wilgoci i to spowodowało istotne zmiany na niebie. Na ziemi też zmiany w postaci dalszego wzrostu temperatury. Zadaniem dnia była konkurencja obszarowa w czasie 3,5 godziny z sektorami opartymi wierzchołkami o Pogorzelę i Grochowice. Umiarkowany wiatr z północnego zachodu spowodował, że chmury miały tendencję do układania się w szlaki na kierunku 240 stopni. Dość logiczne było, więc takie zaplanowanie trasy by jak najlepiej wykorzystać ten układ chmur.

Większość zawodników ruszyła na trasę w ciągu pierwszej pół godziny od otwarcia startu lotnego. Szybowce pędziły w kierunku pierwszego sektora. Najlepsi zawodnicy dotarli do jego skraju oddalonego o 70 km na wschód od jego wierzchołka. Lot pod wiatr też nie stanowił większego problemu, choć czym dalej na zachód tym chmurki jakby mniejsze, ale nadal serwujące noszenia 2-3 metrowe. Najwięksi szczęśliwcy trafiali nawet czwórki!

W zależności od obliczeń i typu szybowców piloci wchodzili płycej lub głębiej w drugą strefę. Najczęściej zawrót miał miejsce w okolicy Przylepu. Potem już tylko dokręcenie dolotu i jazda do domu. Najlepszą prędkość osiągnął Heniu Muszczyński (123,1 km/h) i tylko o jeden punkt wyprzedził Arka Downara (111,8 km/h). Złośliwi podejrzewali Henia, że ten jeden punkt wycisnął, bo brak mu już koszulek w domu, a jutro na odprawie otrzyma nową za zwycięstwo w konkurencji.

Dzisiejszy dzień był iście wyścigowy, jak na najlepszych zawodach w Newadzie czy RPA. Na dodatek walka nabiera rumieńców i mimo pewnych strat punktowych Tomek Krok (2 miejsce) i Maciej Adamski (3 miejsce) nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Na dodatek dość ostro "podgryza" ich Arek Downar. Tak, więc najbliższe dni zapowiadają się pasjonująco.

Dzień czwarty - 18 lipca

Dziś była ponownie termika bezchmurna, ale ubarwiona zjawiskiem falowym na trzecim boku. Zadaniem dnia był wielobok długości 311 km z punktami zwrotnymi VPQ287, Jemielno i Taczanów. Noszenia sięgały 1800m i dochodziły do 3 m/sek. Jak zwykle w bezchmurny dzień zawodnicy zwlekali z odejściem. Kawalkada ruszyła jednak po 13tej. Najpierw pojedyncze grupki pilotów, potem cały peleton, a na końcu grupa bojowa LS-ów i Laków pod wodzą wicelidera Henryka M. Pierwszy bok z wiatrem przebiegał bez problemów. Noszenia dawały wysokość do 1600 m. Przed pierwszym punktem w rejonie Jarocina palące się ściernisko wzbudziło komin pełen dymu. Tu wielu zawodników nabrało dobrej wysokości by ruszyć na drugi bok pod wiatr w stronę Jemielna. Tymczasem grupa pościgowa stale zmniejszała dystans do peletonu Jantarowców. Ostatecznie peleton został .zjedzony. przez szybkie standardy na trzecim boku. Ciekawostką tego boku był obszar noszenia falowego ciągnący się od rejonu Krotoszyna do Taczanowa. Pięknie widać było wznoszącą się grupę Jantarów. Ostatni bok to ponownie walka pod wiatr. Najlepiej z tej próby wyszedł Heniu Muszczyński, który ostro pognał do przodu, złapał na 500 metrach trójkę, wykręcił dolot i pewnie zameldował się na mecie. Aż chce się zakrzyknąć: "jak on to robi". Dopiero po pewnym czasie za Heniem zameldował się na lotnisku cały peleton.
Dzięki kolejnemu zwycięstwu Heniek znacznie zbliżył się do prowadzącego Tomka Kroka.
Tymczasem zawody osiągnęły półmetek, a walka o prymat nie została jeszcze rozstrzygnięta. Niestety prognozy zapowiadają wzrost temperatury i termikę bezchmurną. Pewnie już do końca zawodów przyjdzie nam smażyć się na błękicie.

Dzień trzeci - 17 lipca

Już przed dziewiątą na południe od lotniska wyskoczyły pierwsze cumulusy. Niestety z upływem dnia zaczęły zanikać. Cóż piloci potrafią latać także przy bezchmurnym niebie. Tym czasem zadaniem dnia była konkurencja obszarowa z minimalnym czasem oblotu 3,5 godziny. Pierwszy obszar to sektor z wierzchołkiem w Twardogórze, drugi to koło o promieniu 20 km z centrum w Michałkowie, trzeci to znów wycinek koła z wierzchołkiem w Grochowicach.
Jak to bywa przy pogodzie bezchmurnej nikt z zawodników nie spieszył się z odejściem na trasę. Dopiero po 13.30 pierwsze szybowce ruszają na trasę. Skacząc od lasku do lasku piloci trafiają noszenia 2-3 metrowe. Pułap noszeń jednak nie przekracza 1300-1400 metrów. Dopiero w rejonie Twardogóry pojawiają się pierwsze cumulusy. Niestety upływający czas nakazuje zawrót do drugiej strefy. Kto tego nie zrobił skuszony pięknymi chmurkami nie zdąży dziś na metę o czasie. Całe szczęście pułap noszeń podnosi się do 1800 metrów. Większość pilotów wjeżdża do drugiej strefy na głębokość 15-20 km. Następnie powrót z bocznym wiatrem w kierunku Leszna. Ponownie pod bezchmurnym niebem. Na szczęście dobrze wygrzane lasy i zdecydowany wiatr północny dają regularne kominy na południowych skrajach obszarów leśnych.
Taka pogoda pozwala bez trudu zaliczyć ostatnią strefę. Większość zawodników czując upływający czas tylko nieznacznie "nakłuwa" strefę Grochowice. Sporą atrakcją komina dolotowego jest para orłów, które tym razem nie znaczą najlepszego komina (tylko meterek). Widać i takim lotniczym profesjonalistom zdarzają się błędy. Najlepiej w dniu dzisiejszym dają sobie radę Tomek Krok i Maciej Adamski. To oni dwaj zrzucają z pozycji lidera Henia Muszczyńskiego. Ale zawody dopiero się rozkręcają i jeszcze wiele zmian przyjdzie nam obserwować.

Dzień drugi - 16 lipca

Dziś od samego rana nad lotniskiem wyskakiwały piękne cumulusy. Zapewne był to jeden z tych dni, w których podejmuje się próbę przelecenia trasy 1000km. Tym czasem zadaniem dla klasy standard był wielobok o długości 300 km. Tylko tyle, bowiem ze względu na nocne powroty z pola wielu zawodników dość późno uzyskało sprawność bojową.
Start lotny został otwarty o godz.13.00. Większość zawodników odeszła na trasę w ciągu pół godziny. Jako jeden z ostatnich odszedł dzisiejszy zwycięzca - Arek Downar. Uzyskana przez niego prędkość 111 km/godz zasługuje na podziw.
Jak relacjonuje dzisiejszy triumfator pierwszy bok do Gizałek pokonał bez większego trudu choć szybki przelot zawdzięcza dwóm 4-5 metrowym kominom zaznaczonym przez Henia Muszczyńskiego. Drugi bok pokonał dość szybko lecąc w przedziale wysokości 1000-1500 metrów. Przed punktem w Miliczu dokręcił podstawę, co pozwoliło mu dość łatwo pokonać trzeci bok pod wiatr do Dolska. Następnie lot z wiatrem i wykręcenie wysokości 1500 m przed Jemielonem. Po nawrocie mimo braku 500 metrów ruszył na dolot. Najbliższa chmura dała mu po prostej 3m/sek co pozwoliło na nabranie dostatecznej wysokości by zameldować się na mecie. Dzięki dzisiejszemu zwycięstwu Arek awansował na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Dotychczasowy lider Henryk Muszczyński był dziś czwarty z doskonałą prędkością 115 km/godz. To pozwoliło mu na utrzymanie pozycji lidera ze znaczną przewagą nad konkurentami. Pogodny i chłodny zachód słońca zapowiada kolejne, pogodne dni. Miłym akcentem dzisiejszego dnia było przyjęcie pod wiatą zorganizowane przez Jasia Spałka z okazji pięćdziesięcioleci kariery lotniczej. Brawo Jasiu! Życzymy dalszych radosnych lat wśród szybowcowej braci.

Dzień pierwszy - 15 lipca

Ruszyła karuzela. Na starcie LI Szybowcowych Mistrzostw Polski w klasie Standard stanęło ponad 40 zawodników. Od rana czuło się w powietrzu moc. To za sprawą wyżu i napływu świeżej masy z północy. Pierwsze cumulusy wyskoczyły nad Lesznem już o godzinie 9-tej.
Mocna grupa pod wodzą Jerzego Mierkiewicza wyznaczyła zadanie - wielobok o długości 432 km z punktami zwrotnymi w Szklaskiej Porębie, Sądowie i Gaworzycach. Nazwa grupy MOC (Mierkiewicz, Ostrowski i Cisek) nie jest przypadkowa i w przyszłości po tej formacji możemy się jeszcze wiele spodziewać. Póki co, owa MOC spłynęła tylko na Henia Muszczyńskiego - jedynego triumfatora dnia, a na wszystkich pozostałych zawodników opadła raczej NIEMOC w postaci lądowania w terenie - niestety odległego od Leszna.
Z relacji Henia wynika, że odszedł na trasę ok. 20-25 minut po wszystkich szybowcach. Widząc, że chmury się rozlewają oczekiwał na ich "rozpuszczenie". Nie doczekawszy się ruszył w kierunku Szklarskiej. Przed pierwszym PZ na nawietrznej złapał 1,5 metra, wykręcił, zaliczył punkt i lecąc między trasą a granicą kraju mknął pod wiatr do drugiego pz. Po drodze natrafiał trójki i czwórki. Gdy większość szybowców lądowała w rejonie II pz on po jego zaliczeniu skoczył za punkt do dwóch małych "oczek" słońca by tam wykręcić 1100 metrów. Potem zameldował się koło Przylepu na 300 metrach, ponownie wykręcił 1200 m i ruszył w rejon Nowej Soli. Tu już bez problemu, pod chmurami wykręcał dolot. Brawo Heniu! Pozostali zawodnicy do białego rana zwozili szybowce z pola.
Brawurowym lotem Heniu zapewnił sobie sporą przewagę. Oj trudno będzie mu ją odebrać.

Jurek Kolasiński

Zobacz także:
Strona Mistrzostw


Copyright © 2000-2012 Michał Lewczuk
michal@szybowce.com