Szybownictwo |
Szybowce |
|
Leszno, 18-27.05.2007
Szybowcowe Mistrzostwa Polski w Klasie Otwartej 2007Dzień pierwszy - 19 majaO 9 rano odbyło się uroczyste otwarcie XXXII Szybowcowych Mistrzostw Polski w Klasie Otwartej i V Krajowych Zawodów Szybowcowych o Puchar Prezydenta Miasta Leszna. Uroczystość uświetnił swoją obecnością prezes Aeroklubu Polskiego gen. Gromosław Czempiński. A potem piloci ruszyli do maszyn. Zadaniem dnia był w klasie otwartej wielobok o długości 203 km z punktami zwrotnymi w Rawiczu, Kolsku, Laskowej i Przedmieściu. Słaba i bezchmurna termika nie nastrajała optymistycznie. Po starcie wielkie grono szybowców unosiło się przed linią startu. Większość zawodników nie zwlekała z odejściem. Wszak dzień upływał a wraz z nim ubywało czasu na spodziewaną dziś termikę. Po pierwszym PZ prowadząca grupa z Januszem Centką i Staszkiem Wujczakiem na czele ruszyła lewą strona przez Górę do drugiego PZ. Druga grupa szybowców poleciała po trasie. Na jej czele ostro szarżował Wojtek Kos na swoim Ventusie 2CT. O dziwo ta grupa pościgowa nie tylko odrobiła straty ale jeszcze wypracowała sobie dziesięciokilometrową przewagę. Kolejny bok do laskowej to ona nadawała ton walce. Na jej czele pojawił się tym czasem Mirek Matkowski. Dalej niestety noszenia nieznacznie osłabły. O ich wątłych możliwościach miał się dziś przekonać Heniu Muszczyński, który nie tylko zakończył lot w rejonie Kolska, ale na dodatek nie mogąc uruchomić nowego silnika w swoim Laku musiał zaznajomić się z uprawą na pobliskim polu. Tym czasem czołówka mimo dobrego tempa i zaliczenia III PZ została dogoniona przez Janusza Centkę i Staszka Wujczaka. W tym składzie dwa niezbyt silne kominy pozwoliły na uzyskanie wysokości dolotowej już przed ostatnim PZ. Co prawda dolot ten był na styk ale pracujące jeszcze po południu lasy pozwoliły na poprawę parametrów i przecięcie taśmy przez większość zawodników. Zwycięzcą został Mirek Matkowski (83 km/h) przed Piotrem Jaryszem i Andrzejem Śmielkiewiczem. Zasadniczo pierwsza dziesiątka zawodników uzyskała podobne prędkości i zakończyła konkurencję z minimalnymi różnicami. Jutrzejszy dzień zapowiada się cumulusowo stąd nadzieja na ostrzejsze latanie... Dzień drugi - 20 majaOd rana znów błękit, ale prognoza pogody prezentowana na porannej odprawie przez Zbyszka Siwika przewiduje rozwój chmur, nawet burzowych. Ponadto od zachodu ma powoli nadciągać zachmurzenie górne. Zadaniem dnia jest wielobok długości 306 km z punktami zwrotnymi w Krotoszynie, Potoczku, Słupi Kapit. i Łysinach. Zakładając czas trwania lotu na 4 godziny nie pozostaje zbyt wiele czasu na manewry. I rzeczywiście zaraz po starcie ziemnym pojawiają się nad lotniskiem cumulusy dające noszenia do 2-3 m/sek. Ponadto podstawa chmur osiąga 1300. Jak to zwykle bywa przed otwarciem startu lotnego wielkie "akwarium" toczy dookoła oczekując na pierwszych śmiałków, którzy ruszą na trasę. Ostatecznie pierwsze szybowce odchodzą o 14.05. Ostatnie po 15 minutach. Lot do I pz nie nastręcza zbyt wielu kłopotów, bowiem chmur jest pod dostatkiem. W rejonie Krotoszyna warunki znacznie się poprawiają. Kominy dają noszenia do 3-4 m/sek. Pierwsza grupka szybowców w składzie koedukacyjnym (Asia Biedermann, Ania Michalak, Olek Fórmanowski i Jurek Kolasiński) dość gładko zalicza drugi bok. Po II pz dopada ich szpica grupy pościgowej pod wodzą Janusza Centki i Staszka Wujczaka. Dość szybko dołącza do składu Krzysztof Matkowski. W rejonie III pz czołowa grupa wykręca wysokość 1200-1300 m pod ostatnimi chmurami. Dalszy lot do Łysin przebiega już w absolutnym masełku. Jedynie pojedyncze bąbelki ciepłego powietrza lekko unoszą szybowce. Na południe od Wschowy zaczyna się ostatnie wyduszanie z termiki jej leniwego tchnienia. Niestety dodatnie zerko i nic więcej. Całe szczęście wiatr napycha na punkt i ostatecznie pierwsi na dolot ruszają Krzysztof Matkowski i Jurek Kolasiński. Początkowo niepewnie by w końcu bez problemów przeciąć linię mety. Po kilku minutach kolejne 8 szybowców melduje się na taśmie. O dużym szczęściu może mówić Staszek Wujczak, który na 10 kilometrze przed metą łapie półtora metra. Pozwala mu to na dolecenie do lotniska. Niestety los nie był tak łaskawy dla wielu zawodników. Lądują w polu nawet sami Mistrzowie jak Janusz Centka, Heniu Muszczyński i Andrzej Śmielkiewicz.. Dla Henia jest to już druga nieudana próba odpalenia silnika. Oj trudne są te początki oswajania się ze sprzętem. Doskonale polecieli dziś Karol Staryszak (II miejsce) i Irek Kopeć (III miejsce). Ponownie zwyciężył Mirek Matkowski (no.. no...) Dzisiejsza konkurencja to był prawdziwy "rozbójnik". Całe szczęście prędkości nie były zbyt duże stąd i straty punktowe związane z lądowaniem w polu nie są zbyt wielkie. Na pozycji lidera umocnił się Mirek Matkowski, na pozycje vice wskoczył Irek Kopeć , a trzecia lokatę piastuje równo latający Paweł Frąckowiak. Różnice punktowe nie są zbyt duże co czyni nadzieje na dalsza walkę o każdy metr. Dzień trzeci - 21 majaDziś typ pogody podobny, choć przewidywane były nieco wyższe podstawy chmur i silniejsze noszenia. Zadaniem dnia był wielobok 291 km z punktami zwrotnymi w Taczanowie, Jemielnie i Stanach. Po wyholowaniu noszenia nie rozpieszczały zawodników. Czasami udawało się zakrążyć w 1,5 m/sek, ale wielokrotnie trzeba było wisieć w półmeterku. Większość zawodników ociągała się z odejściem na trasę. Jedynie Zdzichu Bednarczuk ruszył wcześnie i pociągnął za sobą dotychczasowego lidera Mirka Matkowskiego. Większość zawodników ruszyła po godz. 14tej. Wyczekali natomiast Heniek Muszczyński i Staszek Wujczak. Pierwszy bok dla wszystkich był bardzo ciężki, noszenia słabiutki i niepewne. Nie dziw więc, że średnie prędkości pierwszego boku kręciły się dookoła 65km/h (jak na długale to aż niewiarygodne!) Dopiero rejon Taczanowa zapracował dobrze i dał noszenia do 3 m/sek. Na drugim boku jazda była już przyjemna. Chmury ładnie ułożone w kierunku Jemielna. Choć ostatnie 30 km trzeba było lecieć pod błękitem. Był to jednak całkiem przyjemny relaks dla tych, którzy wcześniej wykręcili dobrą wysokość. Po Jemielnie wjeżdżało się pod szlak, który nie tylko dawał regularne 3-4 m/sek ale jeszcze ciągnął się aż pod ostatni pz w Stanach. Tak więc taktyka była prosta: zliczyć punkt, wrócić pod szlak i jazda do domu. Większość zawodników rozegrała ten wariant koncertowo, a dolot z prędkością 200 km/h dla każdego był dobrą rekompensatą za wczorajsze "giglane" doloty. Zwycięzcą dnia został Zdzisław Bednarczuk - jak widać opłaciło się wczesne odejście. Ten wynik cieszy szczególnie, bo wczoraj Zdzichu na skutek pomyłki stracił szanse na dobry rezultat. Dzisiejsza wygrana na pewno znacznie poprawi jego nastrój. Drugie miejsce zajął Heniek Muszczyński - też ten wynik mu się należał i podniósł morale po dwóch pechowych lądowaniach. Na trzecim miejscu uplasował się Karol Staryszak - widać ostrzy zęby na miejsce premiowane medalem. Po trzech konkurencjach nastąpiła zmiana na szczycie tabeli. Na prowadzenie wysunął się równo latający Staszek Wujczak, tuż za nim znalazł się Jerzy Kolasiński, a na trzecie spadł dotychczasowy lider Mirek (Krzysztof) Matkowski. Na jutro kierownik sportowy zapowiada konkurencje obszarową więc czeka nas nie tylko kolejna walka ale także kolejne roszady miejsc w tabeli wyników. Dzień czwarty - 22 majaOd rana duszna atmosfera - powietrze parne, wilgotne i upał. Ciężko w taką pogodę cokolwiek robić. Chyba, że chodzi o latanie - to możemy robić zawsze, zwłaszcza, że na większej wysokości i pod chmurkami jest chłodniej. Nikogo więc nie trzeba było namawiać by rozegrać czwartą konkurencję. A była nią konkurencja obszarowa w czasie 3 godzin. Strefy w kształcie trójkątów opierały się wierzchołkami o miejscowości Pogorzela, Góra i Grochowice. Wiadomo też było, że wczesnym popołudniem mają nadciągać od zachodu burze. Nie trzeba wiec wielkiej wyobraźni by wymyśleć, że dziś należy odchodzić wcześnie. Pozostało tylko pytanie, w której strefie najlepiej "nazbierać" kilometrów. Około godziny 13-tej większość zawodników odchodzi na trasę. Noszenia są w tym momencie dobre 2-3 m/sek, podstawa sięga 1500-1600 metrów. Co zawodnik to inna wersja oblotu dzisiejszej trasy. A jak to zrobił dzisiejszy zwycięzca Krzysztof Matkowski? (już po raz trzeci w tych zawodach !!!) Po odejściu na trasę pognał południem w pierwszą strefę. Zaliczył ja do połowy głębokości czyli na jakieś 30 km. W tym momencie prędkość przelotowa przekraczała 130 km/h (!). Po nawrocie powrót był już w gorszych warunkach. Chmury nie dawały już tych 3-4m/sek. Siera Kilo (tzn. LS-8 Krzysztofa) zagłębił się w strefę drugą aż w rejon poligonów. Tam, na 70 kilometrze do domu wykręcił 1800 m i z pewnym dolotem przeciął rozpadające się burze, pyknął przez strefę trzecią i pewnie doleciał do domu z prędkością 100,4 km/h. Jakie to proste !!! Drugie i trzecie miejsce zajęli dziś Tomasz Rubaj (99,1 km/h) i Zdzisław Bednarczuk (99,5 km/h). Dzięki zwycięstwu w dniu dzisiejszym Kszysztof Matkowski powrócił na prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Na drugie miejsce wskoczył Zbyszek Nieradka wyprzedzając o zaledwie 5 pkt Jurka Kolasińskiego. Dotychczasowy lider Staszek Wujczak "chwilowo" omsknął się na 4 miejsce. Ale to dopiero półmetek zawodów i jak mówią starzy górale "jesce panocku polatacie, polatacie..." Dzień piąty - 23 majaŚmiało można powiedzieć, że zwycięzcą dzisiejszego dnia został kierownik sportowy Jurek Mierkiewicz. Zapewne tylko on wspierany przez doskonale prognozującego pogodę Zbyszka Siwika wierzył w rozegranie dzisiaj konkurencji. Wszak od rana niebo nad Lesznem zasłane było chmurami, z których nawet kropił lekki deszczyk. Nawet gdy nieśmiało pojawił się błękit, a pod nim poszarpane kłaczki nadal nikt nie dawał szans na podniebne wyścigi. Jednak gdy sonda przekroczyła wysokość 750 metrów zapadła decyzja - konkurencja prędkościowa długości 169 km z punktami zwrotnymi w Milsku i Gostyniu. Po starcie noszenia osiągnęły wartość do 1,5 m/sek, a podstawa wzrosła do 1200 metrów. Większość zawodników nie zwlekała z odejściem, choć zbyt wczesne przecięcie linii startu okazało się być dziś błędem. Pierwsza grupa szybowców została bowiem szybko wchłonięta przez grupę pościgową z Januszem Centką na czele. Swojego rodzaju prezentem był aktywny szlak ciągnący się od Boszkowa aż po pierwszy pz. To on nadał rozpędu czołowej grupie. Ale jak tu nie pędzić gdy noszenia sięgają 3-4 m/sek. Po nawrotce w Milsku szlak już tak dobrze nie pracował. To zmartwienia dla tych, którzy wyczekali z odejściem i już nie mieli szans dopaść czołową grupę. Tym czasem ta wykręciła ostatni komin w rejonie Leszna i pod drobnymi chmurkami ruszyła w kierunku Gostynia. Pierwszy na drugim pz zameldował się Zbyszek Nieradka. Pod jego ręką poczciwy Jantar 2B - C3 zachowuje się tak jakby był najlepszym Ventusem (brawo Cypis!). Niestety w drodze do mety Zbyszek nie trafił w dobry komin, co kosztowało go sporo minut. Najlepiej końcówkę rozegrał Janusz Centka. Tym samym torem polecieli Staszek Wujczak i Jurek Kolasiński. Parę kółek na 20 km do domu i dolot pewny. Zwycięzcą został Janusz Centka (93,3 km/h) drugi był Staszek Wujczak (93,3 km/h), a trzecią pozycję zajął Jurek Kolasiński (90,8 km/h) dzięki czemu wyszedł na prowadzenie przed Staszkiem Wujczakiem i dotychczasowym liderem Mirkiem Matkowskim. Prognozy pogodowe są bardzo pomyślne więc zanosi się jeszcze na trzy konkurencje. To dobry znak dla tych, których pasjonuje tegoroczna walka o prymat na szybowcowym polskim niebie. PS. Wyjaśniałem dziś z Mirkiem Matkowskim sprawę jego imienia. Potwierdził, że oba imiona: Mirek i Krzysztof są aktualne i akceptuje zamienne ich używanie. Nie ma więc obawy, że mamy kolejnych bliźniaków - tym razem w światku lotniczym. Dzień szósty - 24 majaMiała być dobra pogoda i była. Miały być dobre noszenia i były. Miała być wyższa podstawa - nie była (tylko 1300 m). Miała być zacięta walka i BYŁA! A ścigaliśmy się na trasie wieloboku 365 km z punktami zwrotnymi w Miliczu, Przylepie, Rzeszotarach i Łysinach. Praktycznie po starcie noszenia dochodziły już do 3 m/sek a podstawa osiągnęła wysokość 1300 m. W ciągu dnia specjalnie się nie podniosła. Przed taśmą było sporo manewrów. Dzięki zamgleniu powyżej 1000 m trudno było dziś pilnować najgroźniejszych rywali. Tak więc piloci odchodzili na trasę bardziej na podstawie własnych decyzji niż pod wpływem decyzji kolegów. Pierwsze szybowce ruszyły na trasę zaraz po 13tej. Pozostałe w ciągu kolejnych 20 minut. Lot do Milicza nie przysparzał zbyt wielu kłopotów, choć przeskoki przy niskiej podstawie chmur nigdy nie należą do przyjemności. Jeden nie trafiony komin i trzeba zbierać się z parteru. Tak było w przypadku Henia Muszczyńskiego, który po pierwszym pz musiał wykręcać od 300 m. Grupa pościgowa z Mirkem Matkowskim i Jurkiem Kolasińskim na czele dojechała do pierwszego pz z prędkością 115 km/h. Po nawrocie dołączyło do nich kilku pilotów ze szczególnie aktywnym w dniu dzisiejszym Karolem Staryszakiem. To on na przemian z Mirkiem pociągnęli lewą stroną drugiego boku i trafili na piękny szlak ciągnący się esem aż do Zielonej Góry. W połowie szlaku zagarnęli do siebie Andrzeja Śmielkiewicza natomiast pędząc z prędkością 180-200 km/h zgubili grupę Jantarów z doskonale latającym w tym roku Krzysztofem Sobieckim (na Jantarze 1). W rejonie Przylepu aktywna czwórka nawiązała kontakt wzrokowy z czołowa grupą, w której był Janusz Centka i Staszek Wujczak. Niestety po nawrocie na II pz sytuacja się skomplikowała. W rejonie Nowej Soli chmury zaczęły się rozmywać i przez chwilę pociemniało przed dziobami szybowców mknących w kierunku poligonów i III pz w Rzeszotarach. Szybowce będące wyżej śmiało kontynuowały lot pod średnio noszącymi cumulusami, natomiast druga grupa z Jurkiem Kolasińskim dojechała do Mariusza Poźniaka, który właśnie wycentrował sobie dobrą trójkę. To pomogło w nabraniu wysokości i ruszeniu śmielej w kierunku III pz. Na 20 km do punktu trafiłem nawet 5m/sek. Niestety przy tak niskiej podstawie można było wykonać tylko trzy kółka i trzeba było opuszczać ten "szybowcowy raj". Po III pz każdy z pilotów zaczął szukać własnej koncepcji wykręcenia dolotu do mety. Jedni wcześniej zadawalali się 1,5 m/sek, inni pędzili dalej by znaleźć upragnione 3 m/sek. Kto je trafił ten już na 30 km do Łysin miał pewny dolot do mety. Zwłaszcza, że po drodze było jeszcze sporo chmurek pomagających w "wyrobieniu" się dolotu. Od Łysin szybowce mknęły już z prędkością 200-250 km/h i z pełnym wdziękiem przecinały linię mety. Najlepszą prędkość uzyskał dziś Jurek Kolasiński (108,1 km/h), jednak po przemnożeniu przez współczynnik dało mu to trzecie miejsce w konkurencji. Zwyciężył (już po raz czwarty!!!) Mirek Matkowski (108,0 km/h), a drugi był Mariusz Poźniak (102,8 km/h). Pomyśleć jak wiele zmienia współczynnik. Wszak zarówno Mirek jak i Mariusz latają na szybowcu LS-8, z tą różnicą że szybowiec Mirka ma końcówki 18 metrowe. Patrząc na różnice prędkości, a następnie na punktację trudno być pewnym tak do końca czy współczynnik jest tu dobrany prawidłowo. Na dodatek w innej pogodzie sytuacja będzie wyglądać diametralnie odmiennie. Zapewne rozgrywanie zawodów na szybowcach o bardzo zbliżonych parametrach i minimalnych współczynnikach rozwiązło by ten problem. Ale to już zupełnie inna bajka i inne zabawki. W klasyfikacji generalnej na szczycie tabeli zaszły jedynie kosmetyczne zmiany. Pierwszą pozycję utrzymał Jurek Kolasiński (4983 pkt), na drugie miejsce przesunął się Mirek Matkowski (4957 pkt), a na trzecie opadł Staszek Wujczak (4926 pkt). Nieco słabiej poleciał dziś Zbyszek Nieradka. Ale mimo straty paru dziesięciu punktów utrzymał czwarta lokatę. Przed nami kolejne dwa dni dobrej pogody i zapewne sporych emocji związanych z walką o czołowe lokaty. Jako osobiście zaangażowany w te zmagania mogę to jedynie potwierdzić. Dzień siódmy - 25 majaSweat, blood and tears... Tak można w skrócie określić dzisiejsza konkurencję 32 Szybowcowych Mistrzostw Polski. Pot lał się z czoła zawodników, wrzała krew i były łzy (oczywiście w przenośni bo pilot nigdy nie płacze), łzy zawodu tych co przegrali i łzy szczęścia tych, którzy dziś błysnęli talentem. A wszystko za sprawą konkurencji obszarowej i pogody zmiennej jak najbardziej kapryśna kobieta. Wszak podejmując decyzję pilot kompletnie nie może wiedzieć czy jest to decyzja prawidłowa. Czy głębiej wlecieć w pierwszą czy w drugą strefę... A na dodatek jaka pogoda spotka go za 50 km. A taka nieprzewidywalna była dziś pogoda. Od rana Zbyszek Siwik prognozował możliwość wystąpienia burz, natomiast nie przewidział ogromnego obszaru między Lesznem, a Kobylinem pozbawionego przyzwoitych chmur i noszeń. Czas oblotu trasy wynosił dziś 3 godziny, a strefy: pierwsza - opierała się wierzchołkiem o Wilków (promień 80 km), druga - to okrąg o promieniu 5 km dookoła Rydzyny, trzecia - znów klin oparty wierzchołkiem o Kobylin (promień 85km), czwarty - to punkt nalotu Osieczna. Po wyholowaniu szybowce wznosiły się w 2-3 metrowych kominach. Podstawa chmur szybko osiągnęła 1500 metrów. Pozostało tylko podjąć właściwa decyzję o czasie odejścia, a potem rozgrywać tę łamigłówkę. Najlepiej zrobił to dziś Darek Zawirski. Nie zagłębiał się zbytnio w pierwsza strefę, a następnie po zaliczeniu Rydzyny bardzo głęboko wleciał w strefę trzecią. Tu stały dorodne cumulusy dające do 3 m/sek. Na dodatek dzisiejszy zwycięzca powrót wykonał lecąc południem. Tam najdłużej stały chmury i dawały dobre noszenia. Było to o tyle istotne bo pomiędzy Kobylinem i Osieczną nie tylko nie było chmur ale trudno było znaleźć jakikolwiek komin. Gdy wielu pilotów z mozołem nabierało wysokości w rejonie Kobylina, Darek bezstresowo wykonywał dolot uzyskując prędkość 87,8 km/h). Równie dobrze poleciał dziś Janusz Centka i też przyjął podobny wariant zaliczania poszczególnych stref (prędkość 83,5 km/h i trzecie miejsce). Drugą pozycję wywalczył dziś Mariusz Poźniak (prędkość 80,1 km/h) i także podobnie rozłożył akcenty "nakłucia" poszczególnych stref. Ale zapewne najszczęśliwszym zawodnikiem w dniu dzisiejszym był Karol Staryszak. Dobra prędkość i słaba postawa dotychczasowych liderów spowodowały, że popularny Lolek wskoczył na pozycję lidera (to te łzy szczęścia). Natomiast wielki przegranym był dzisiaj Mirek Matkowski, który lądowaniem w polu pogrzebał swoje szanse medalowe. Czterokrotny zwycięzca w tegorocznych zawodach na skutek jednego błędu traci wszystko. I to są te łzy zawodu. Ale taki jest ten nasz sport i w tym tkwi jego atrakcyjność. Po dzisiejszej konkurencji pierwszą lokatę zajmuje Karol Staryszak , na drugie miejsce osunął się dotychczasowy lider Jerzy Kolasiński, a na trzecie miejsce awansował Zbyszek NIeradka. Różnice punktowe są minimalne co wróży zaciętą walkę podczas ostatniej konkurencji. Dzień ósmy - 26 maja - ostatnia konkurencjaI nastał dzień ostatni. Praktycznie nikt nie wierzył w to, że dziś rozegramy konkurencję. Nad lotnisko w Lesznie z południowego zachodu nadciągało kolejne zachmurzenie wysokie, na południu rozmywały się burze, sonda nie mogła utrzymać się w powietrzu i tylko kierownik sportowy Jurek Mierkiewicz miał niezachwiane przekonanie o możliwości wykonania przelotu. Wyznaczył konkurencję obszarową z minimalnym czasem oblotu 1,5 godziny. Obszary znajdowały się dookoła Przedmieścia (promień 5 km) i na zachód od miejscowości Stany (pół koła o promieniu 55 km. Po starcie szybowce krążyły na wysokości 300-500 metrów i ani ułamka wyżej. Gdy sędzia zawodów ogłosił sakramentalne "start lotny otwarty" większość pilotów znajdowała się poniżej wysokości 600 m. Jednak na chwilkę dmuchnęła termiczka i szybowce wzniosły się na wysokość 600-1000 m. trzeba było ruszyć na trasę. Kawalkada rozłożystych maszyn majestatycznie posuwała się do pierwszego pz. Podkręcając każdy napotkany komin, lecąc w przedziale 300-800 metrów dotarła do pierwszej strefy. Teraz nad dobrze oświetlonymi lasami zaczęła przemykać wzdłuż CTR Babimost. Na niebie pojawiły się drobne chmurki. Najładniejsza, rozłożysta chmura stała niestety jak zwykle w strefie zakazanej. Chmurki dały jednak znacznie lepsze noszenia do 2-3 m/sek. Zadanie wydawało się więc proste - dokręcić sufit, zaliczyć drugi obszar i do domu. Część pilotów tak zrobiła dzięki czemu be problemów dotarli do mety. Natomiast Zbyszek Nieradka wiedząc, że walczy o złoto pociął dalej w strefę, poprawił znacznie prędkość i wrócił do Leszna z najlepszym wynikiem (204 km i prędkość 68,0 km/h). Ta śmiała decyzja nie tylko zapewniła mu zwycięstwo w konkurencji ale i złoty medal tegorocznych mistrzostw Polski. BRAWO CYPIS !!!. Drugi w dniu dzisiejszym był Wojtek Kos (v 71km/h) a trzeci Paweł Frąckowiak (60,2 km/h). Do pechowców w dniu dzisiejszym można zaliczyć piszącego tę relację - Jurka Kolasińskiego. Do drugiej strefy dotarł jako jeden z pierwszych. Tam złapał komin 2-3 m/sek. Podkręcił do 1300 m i ruszył przez kolejną chmurkę w kierunku domu. Niestety po drodze nie trafił już niż co by mogło go ponosić i ostatecznie zakończył lot na 20 km do domu odpalając silnik. Tym samym spadł na czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej bez możliwości poprawki w tych zawodach. Równo poleciał Karol Starszak. Powrót do lotniska zapewnił mu drugie miejsce i srebrny medal. Na trzecie miejsce wskoczył doświadczony Staszek Wojczak. Brawo brawo medaliści! Brawo organizatorzy tegorocznych mistrzostw - Aeroklub Leszczyński! Brawo kierownik sportowy zawodów - Jurek Mierkiewicz! Brawo nasz meteorolog - Zbyszek Siwik! Brawo holownicy! Brawo dla całego zespołu sędziowskiego pod wodzą Marka Uzarowskiego! Słowa podziękowania należą się także całej obsłudze naziemnej. Dzięki tej grupie młodych ludzi my piloci mogliśmy startować z leszczyńskiego lotniska i latać pod leszczyńskim niebem. Kolejny raz zawody pokazały jak ważny jest sprzęt dodatkowy zapewniający czystość krawędzi natarcia. Dzięki "muchołapkom" marki Turejko wielu pilotów mogło bez problemów krążyć nie zważając na chmary owadów "atakujących" ich skrzydła. Jurek Kolasiński Więcej informacji: |
| Copyright © 2000-2008 Michał Lewczuk michal@szybowce.com |