Szybownictwo

Szybowce

.....





Rieti (Włochy) 2006

Trening do Szybowcowych Mistrzostw Świata Juniorów w Rieti we Włoszech

Warto już na początku podziękować za wsparcie dla Reprezentacji otrzymane od Ministerstwa Sportu, Fundacji Aktywni, Fundacji "Polskie Orły", spółki Petrolot oraz bardzo wielu osobom prywatnym, które przekazały 1% swojego podatku na Szybowcową Kadrę Juniorów. Bez nich ten wyjazd nie byłby możliwy.

Reprezentacja

Spośród członków SKJ raz na dwa lata wybierana jest Polska Reprezentacja na Szybowcowe Mistrzostwa Świata Juniorów. Poprzednie takie Mistrzostwa odbyły się w Husbands Bosworth (w Wielkiej Brytanii) w sierpniu zeszłego roku. Kolejne Mistrzostwa Świata Juniorów odbędą się już w 2007 roku w Rieti (we Włoszech) - w zgoła innym, znacznie ciekawszym, ale i trudniejszym terenie - w Apeninach. Z uwagi na rangę zawodów oraz trudny teren w jakim będą rozgrywane, wstępny wybór reprezentacji oraz rozpoczęcie przygotowań do Mistrzostw zaczęły się już na wiosnę 2006.

Trener Szybowcowej Kadry Juniorów do Reprezentacji powołał następujących zawodników:
1. Piotr JARYSZ
2. Jakub BARSZCZ
3. Jędrzej SKŁODOWSKI
4. Leszek DUDA
5. Michał LEWCZUK

Zawodnicy rezerwowi
6. Mirosław MAJCHRZAK
7. Tomasz TOKARZ

Powyżsi zawodnicy biorą udział w treningu we Włoszech i spośród nich będzie prawdopodobnie wyłoniona przyszłoroczna reprezentacja na SMŚJ. Prawdopodobnie za rok Polska będzie mogła wystawić w Mistrzostwach ok. 4-6 pilotów (w zależności od dostępności szybowców i dopuszczonej przez organizatorów liczby zawodników w jednej klasie). Będą to Ci spośród powyższych pilotów, którzy osiągną najlepsze wyniki w tegorocznych zawodach szybowcowych.

Droga do Rieti

W ponad 1800 kilometrową trasę do Włoch postanowiliśmy wybrać się razem. Spotkaliśmy się wieczorem 7 lipca na lotnisku w Bielsku Białej i w dalszą drogę wspólnie wyruszyliśmy wczesnym rankiem. Jak zawsze już na początku nie obyło się bez kłopotów - jedni mieli je z dyrektorem, inni z grzejącymi się już w Polsce samochodami. W każdym razie w sobotę o 6 rano z Bielska wyjechało 5 samochodów z przyczepami szybowcowymi. Oprócz pilotów pojechało kilka osób ekipy naziemnej, Trener SKJ Leszek Staryszak i nasz przewodnik po włoskim niebie Pan Stanisław Wielgus, który przez 30 lat pracował sezonowo w Rieti jako instruktor szybowcowy. Jedynie Piotrek Jarysz i Jędrek Skłodowski zdecydowali się jechać indywidualnie, dzień później i inna trasę (przez Niemcy zamiast przez Czechy).

Przez Czechy jechaliśmy w luźnym szyku - mniej więcej po dwa samochody. Wszyscy spotkaliśmy się na granicy z Austrią. Potem przez zdecydowaną większość drogi, aż do Włoch jechaliśmy już razem - 5 wózków jeden za drugim (budząc widoczne zainteresowanie mijanych osób). Droga przez Austrię przebiegała równie spokojnie, co przez Czechy. Jechaliśmy głównie autostradą trzymając cały czas prędkość 90-100 km/h. Po drodze podziwialiśmy m.in. krajobrazy, góry oraz bardzo liczne elektrownie wiatrowe. We Włoszech mieliśmy tylko kilkadziesiąt kilometrów do pokonania tego dnia. Pan Stanisław Wielgus załatwił nam nocleg na lotnisku Osoppo w północnych Włoszech. Wielu z nas miało ochotę pojechać jeszcze kilkadziesiąt, kilkaset kilometrów dalej tego dnia. Jednak, gdy już dotarliśmy do Osoppo (około godziny 18) wszyscy przekonali się, że lepszego miejsca na odpoczynek i nocleg naprawdę nie mogliśmy trafić. Lotnisko cudowne, wszystko wspaniale zorganizowane, zadbane, ludzie mili, przyjacielscy. A powstało to dzięki ciężkiej społecznej pracy kilkudziesięciu członków aeroklubu. Bez żadnych etatowych pracowników, bez ciągłych kłótni i wszystkiego tego co spotykać możemy w co drugim polskim aeroklubie. Długie nie za szerokie lotnisko, mały, ale bardzo ładny budynek aeroklubowy, ładne i pojemne hangary. W otoczonej zielonym żywopłotem lotniskowej altanie stały długie stoły, był świeżo wybudowany murowany grill i piec do pizzy. Gospodarze poczęstowali nas pysznym spaghetti, kilkoma rodzajami mięs, warzyw surowych i z grilla oraz wieloma litrami świetnego czerwonego wina. Ponieważ z samego rana mieliśmy wyruszyć w dalszą drogę trochę za wcześnie jak na taką imprezę poszliśmy grzecznie spać.

W niedzielę tylko kawałek przejechaliśmy po płatnych (drogich) włoskich autostradach. Na szczęście dalej Pan Stanisław wyznaczył nam drogę idącą starszą, ale bezpłatną autostradą. Droga bardzo ciekawa - raz wiedzie tunelami przez środek góry, potem mostami ponad dolinami.

Do Rieti zdążyliśmy tuż przed początkiem meczu o Mistrzostwo Świata w piłce nożnej. Udało się, bo gdybyśmy się chwilę spóźnili pewnie nikt by nam nawet nie otworzył bramy na lotnisko. Tamten wieczór w całych Włoszech był bardzo głośny.

Pierwsze dni treningu

W poniedziałek wstaliśmy rano i wzięliśmy udział w długiej odprawie, na której zapoznano nas z lokalnymi (nie do końca logicznymi) procedurami. Prognoza meteo była pesymistyczna. Dosyć szybko nad lotniskiem miały rozwinąć się burze. Zabraliśmy się za montowanie szybowców, wbijanie grajcarów (żeby po locie zdążyć z ewentualnym szybkim zabezpieczeniem szybowców) w twardą, suchą płytę lotniska. Zaraz okazało się, że kilka osób ma jeszcze różne problemy techniczne (radia, etc.). Ostatecznie w poniedziałek tylko dwie osoby zdążyły polatać. W ciągu dnia dotarli do nas także Piotrek i Jędrek.

Od wtorku latamy już codziennie. Na razie głównie zwiedzamy okolicę, oglądamy pola, poznajemy góry. Widoki są imponujące, pogody bardzo ciekawe, lecz nie łatwe. Starty rozpoczynają się około godziny 12-13. Długo się to wszystko wygrzewa i ciężko zabrać się z mniejszych wysokości. Hole są na 700 metrów i często trzeba się trochę napocić, żeby się zabrać z tej wysokości. Szczególnie, że większość holowników lata po meblach i często zostawia zupełnie nie tam gdzie byśmy chcieli. Na dodatek taki jeden hol kosztuje 50 euro. To chyba najdroższy hol w Europie.

W czwartek i piątek polecieliśmy na pierwsze deklarowane przeloty - w granicach 200-300 km. Prędkości nie są na razie imponujące - latamy ostrożnie, po drodze spotykamy przelotne deszcze, rejony bezchmurne lub rozlanych Cu. Sporo kluczymy, a po ukończeniu trasy jeszcze sporo latamy w zależności gdzie pod wieczór utrzymają się warunki.

W sobotę wyłożyliśmy sobie trasę 302 km. Prognoza była bardzo optymistyczna. Miało być spokojniej niż wczoraj - mniej przelotnych deszczy. Niestety jak zawsze w trakcie tego treningu okazało się, że jest dokładnie na odwrót niż prognozują to Włosi. Już około godziny 15 lotnisko zaczęło być otaczane przez burze. Większości pilotów zdążyła wylądować tuż przed uderzeniem burzy. Mnie z Jędrkiem Skłodowskim burza odcięła na północy od lotniska. Próbowaliśmy ominąć deszcz i dostać się do Rieti od zachodu, ale nie udało się. Musieliśmy się cofnąć, poczekać do wieczora i jak burze się rozmyły wykonaliśmy długie (ponad 50 km) doloty z północnego zachodu, gdzie stały ostatnie Cu.

Podstawy chmur w ciągu tych 6 dni wahały się w granicach 1800-3200m metrów QNH. Lotnisko jest położone na wysokości ok. 380 m. Wiele szczytów gór przekracza wysokość 2000 metrów i trzeba kombinować, którą stroną lecieć. Jest naprawdę ciekawie. Tak będziemy latać jeszcze przez ok. tydzień. Od 22 lipca weźmiemy udział w Przedmistrzostwach Świata Juniorów - zawodach Spaghetti Glide.

Dwa kolejne dni - niedziela, poniedziałek

W niedzielę gdy tylko na odprawie usłyszeliśmy, że prognozy meteo są kiepski - ma być dużo burz i deszczu, wiedzieliśmy, że czeka nas dobry dzień :). Tak to już tutaj jest, że prognozy się nie sprawdzają. Nie inaczej było i tym razem. Zamiast burz trochę później niż normalnie powstawały piękne cumulusy. Nie rozlewały się, nie wypiętrzały. Miejscami nawet "blaszyło". Nauczyliśmy się już na swój sposób interpretować prognozę pogody. Ciężej natomiast idzie odpowiednie wykładanie tras. Dopiero w powietrzu okazuje się, gdzie dziś da się w miare bezpiecznie da się lecieć. Zadeklarowana najpierw na północ trasa okazała się zbyt długa jak na późne starty. Na dodatek 30 km od lotniska w tamtym kierunku skończyły się chmury i po próbie lotu ba bezchmurnej postanowiliśmy zmienić zadanie na bardziej realne tego dnia. Ostatecznie zrobiliśmy prawie 300 km w różnych, ciekawych warunkach. Co ciekawe po locie juz w dolinie Rieti lataliśmy aż do zachodu słońca utrzymując się w powietrzu w bardzo wąskich i turbulentnych noszeniach o małym zasięgu (do 900m). Nie był to ani żagiel, ani raczej spływ. W powietrzu była taka jakby "woda gazowana". Mnóstwo małych, szybko idących do góry bombelków. Nim później tym mocniejsze.

W poniedziałek zrobiło się już prawie całkowicie bezchmurnie. Zgodnie z prośbami lokalnych instruktorów, większość z nas zrobiła sobie dzień wolnego od latania. Po sześciu dniach codziennych lotów po 5-7 godzin dzień odpoczynku się przydał. Ochotę i tak mieliśmy latać. Ale może lepiej było odpoczywać dziś niż jakby wyskoczyła ładniejsza pogoda za dzień czy dwa. Na szczęscie przed nami jeszcze ponad póltora tygodnia. Także poniedziałek spędziliśmy na wycieczkach, grając w piłkę, pływając w świeżo otwartym na campingu basenie, etc. A od jutra znów latamy!

Spaghetti Glide - Przedmistrzostwa Świata Juniorów

21 lipca zakończyliśmy "luźny" trening w Rieti. Od kolenego dnia bierzemy już udział w Przedmistrzostwach Świata Juniorów - zawodach Spaghetti Glide. Do tej pory polscy juniorzy wygrali trzy z sześciu rozegranych konkurencji w klasie Klub! W pozostałych trzech zajmowali miejsca w ścisłej czołówce. Latamy codziennie i z braku czasu oraz ciągłych kłopotów z dostępem do internetu ciężko wysyłać częstsze sprawozdania.

Spaghetti Glide - pierwsze sześc konkurencji

Wielkiego pecha miał wczoraj (czwartek) Jędrek Skłodowski - dotychczasowy lider zawodów. W ciężkim górzystym terenie bezpiecznie wylądował w polu i spadł na 9 miejsce w klasyfikacji generalnej. Warunki codziennie są skomplikowane - albo latamy w burzach albo warunki są bardzo zróżnicowane i musimy wykonywać bardzo długie przeskoki (wczoraj). Dzisiaj natomiast przelot rozpoczynaliśmy przy podstawach chmur bardzo niewiele przewyższających otaczające szczyty. Nie wszędzie niestety widać miejsca nadające się do bezpiecznego lądowania. Całe szczęście, że jest to teren bardzo termiczny i lądowania w terenie przygodnym zdarzają się dosyć rzadko. Latamy ostrożnie ale niewątpliwie jest to zupełnie coś innego niż to, do czego przezwyczailiśmy się na polskich nizinach. Codziennie wielokrotnie wykręcamy się przy zboczach, blisko skał. Z powodu słabego wiatru nie mieliśmy natomiast zbyt dużo okazji by podeprzeć się żaglem.

Przez pierwsze trzy konkurencje dolot musieliśmy wykonywać w deszczu, niektórzy nawet gradzie, przy porywistym wietrze, między piorunami. Kolejne dni były trochę spokojniejsze na dolocie, ale na trasie także spotykaliśmy liczne burze. Między innymi dzięki nim wykręcaliśmy wysokie jak na klasę Klub prędkości - prawie codziennie powyżej 100 km/h. Z powodu burzowej pogody pierwsze pięć rozegranych konkurencji było obszarówkami. Dziś pierwszy raz polecieliśmy na konkurencję wyścigową - wielobok 332 km.

Po szcześciu konkurencjach czołówka tabeli w klasie Klub wygląda następująco:

1. 	DH 	Piotr Jarysz 	PL 	Jantar 3 w 	4247
2. 	KIA 	Jakub Barszcz 	PL 	Jantar 2 	4098
3. 	FZ 	Leszek Duda 	PL 	Jantar 2 	3937

Jak widać Piotrkowi w prowadzeniu nie przeszkadza nawet dodatkowy 1% wspołycznnika za winglety w jego DH. Co ciekawe Piotrek w przeciwieństwie do Kuby, Jędrka i mnie (Michał) nie wygrał jeszczę żadnej konkurencji (m.in. przez współczynnik) - ale lata równo i w każdej zajmuje bardzo wysokie miejsca.

Organizatorzy niedawno ogłosili, że dzień jutrzejszy (sobota) będzie wolny - prognozy nie są optymistyczne, a dodatkowo mają tutaj zwyczaj robienia jednego dnia wolnego po sześciu dniach lotnych. Jeśli pogoda pozwoli (przypuszczalnie tak) w niedzielę polecimy na ostatnią konkurencję zawodów.

Spaghetti Glide - siódma konkurencja i zakończenie zawodów

W ostatniej konkurencji Przedmistrzostw Świata Juniorów mieliśmy kolejną (czwartą) wygraną przez Polaka konkurencję. Tym razem najszybszy okazał się Piotrek Jarysz co tylko powiększyło jego przewagę nad konkurentami i zapewniło zwycięstwo w całych zawodach. Piotrek był niewątpliwie najrówniej latającym zawodnikiem i mimo niekorzystnego współczynnika jego szybowca (za winglety w jego "DH") wygrał ze znaczną przewagą.

Ostatecznie zawody zakończyły się wielkim sukcesem całej polskiej ekipy i pozwalają optymistycznie myśleć o przyszłorocznych Mistrzostwach Świata. Rozegrano siedem konkurencji zawodów, z czego Polacy wygrali cztery (po jednej Jędrzej Skłodowski, Jakub Barszcz, Michał Lewczuk, Piotr Jarysz)! W klasyfikacji końcowej zawodów Polacy zajęli większość czołowych miejsc:

1.      DH      Piotr Jarysz            PL      Jantar Std 3 w 		4985
2.      KIA     Jakub Barszcz           PL      Jantar Std 2 		4749
3.      109     Rasmus Orskov		DK      Std. Libelle 201c       4578
4.      FZ      Leszek Duda             PL      Jantar Std 2 		4554
...
7.      DG      Jedrzej Sklodowski      PL      Jantar Std 2 		4377
8.      IM      Michal Lewczuk  	PL      Jantar Std 3            3854
14.     RA      Miroslaw Majchrzak      PL      Jantar Std 3 		2859

Zawodnikami opiekował się nowy Trener Szybowcowej Kadry Juniorów - Leszek Staryszak, a wspomagał go bardzo doświadczony we włoskim terenie Pan Stanisław Wielgus.

Kolejnym sprawdzianem pilotów przed przyszłorocznymi Mistrzostwami Świata będą Szybowcowe Mistrzostwa Polski Juniorów, które będą rozgrywane w Lesznie w terminie 16 sierpnia - 1 września 2006 r.

Michał Lewczuk

Zobacz także:
Strona zawodów
Galeria zdjęć


Copyright © 2000-2012 Michał Lewczuk
michal@szybowce.com