Szybownictwo |
|
|
Polska Agencja Prasowa, 21.06.2006
Wywiad z Januszem CentkąWywiad udzielony Polskiej Agencji Prasowej przez Janusza Centkę po konferencji prasowej w dniu 20.06.2006 r (konferencja po powrocie polskiej ekipy z Szybowcowych Mistrzostw Świata w Szwecji). Janusz Centka przyznał, że we wczesnej młodości nie był na lotnisku i nie marzył, aby zostać lotnikiem. W sobotę zdobył w Szwecji złoty medal szybowcowych mistrzostw świata w klasie 15-metrowej. To trzeci tytuł wywalczony przez zawodnika Aeroklubu Leszczyńskiego.
PAP: Jak pan trafił do lotnictwa? Czy zadecydowały o tym tradycje rodzinne? Janusz Centka: W moim rodzinie nie było tradycji lotniczych, ja sam nigdy nie skleiłem modelu. W połowie lat sześćdziesiątych chodziłem do liceum ogólnokształcącego w Gnieźnie do którego przyjechał instruktor Aeroklubu Poznańskiego. Opowiadał nam o możliwości szkolenia i latania na szybowcach. Wcześniej nie byłem nigdy na lotnisku, nie marzyłem nawet, aby zostać lotnikiem. Ale szybowce mnie zainteresowały, dostałem zgodę rodziców i rozpocząłem szkolenie. PAP: Kiedy zdecydował się pan na związanie swojej przyszłości z lotnictwem? J.C.: W połowie studiów na wydziale elektrycznym Politechniki Poznańskiej już wiedziałem, że elektryk ze mnie nie będzie. Po ukończeniu uczelni zacząłem pracować w Centrum Szybowcowym w Lesznie jako instruktor. Później w Aeroklubie Poznańskim wyszkoliłem się na pilota samolotowego. Ale moją największą pasją było i jest szybownictwo. PAP: Zawodowo jest pan pilotem-kapitanem w Polskich Liniach Lotniczych LOT. J.C.: Po kilku latach pracy w Lesznie uznałem, że nadszedł czas na zrobienie kariery zawodowej i w 1977 roku przeszedłem do pracy w PLL LOT. Po szkoleniu zaczynałem latać na Antonowach 24, później Tu-134 i 154. Nie miałem okazji wypróbować Iła-62, bowiem od razu odbyłem szkolenie na Boeingach. PAP: Pierwsza konkurencja tegorocznych mistrzostw świata nie była dla pana udana. J.C.: Rzeczywiście, ukończyłem ją w drugiej dziesiątce. Popełniłem w powietrzu błąd. Zbyt długo czekałam na dobre noszenie. Te kilka minut zwłoki zadecydowało, że początek zawodów był słaby. Pozostałe konkurencje były raz lepsze, raz gorsze. Liderem od trzeciej konkurencji był Węgier Gyorgi Gulyas startujący na szybowcu Ventus 2A. Moja strata do niego nie była jednak znaczna. Po cichu liczyłem na "zmęczenie materiału" i na to, że uda mi się go w końcu wyprzedzić. Nie pomyliłem się. Węgier w ostatniej konkurencji popełnił błąd, ja się go ustrzegłem i "rzutem na taśmę" zdobyłem tytuł. PAP: Łatwiej jest walczyć o tytuł będąc liderem czy gonić prowadzącego w klasyfikacji generalnej? J.C.: W mistrzostwach Europy w 1996 roku w Finlandii w klasie open prowadziłem od pierwszej konkurencji. Zawody wygrałem, ale wiem, ile mnie to kosztowało zdrowia. Rywale liczą na błąd, a lider zamiast myśleć tylko o jak najlepszym wyniku, musi kalkulować i pilnować rywali. Dlatego zdecydowanie bardziej wolę atakować niż się bronić. PAP: Ma pan w dorobku trzy tytuły mistrza świata, kilka mistrza Europy i kilkanaście Polski. Jak długo zamierza pan jeszcze startować? J.C.: Tak długo, dopóki będę w formie i będę czuł, że mogę wygrywać. W szybownictwie - na szczęście - nie ma ograniczeń wiekowych. Na świecie latają piloci już dobrze po sześćdziesiątce. Jak mam 56 lat, jeszcze na pewno przez kilka będę pracował zawodowo w Locie. Gdy przejdę na emeryturę z szybownictwem nie zerwę. Nawet myślę o kupieniu na stare lata szybowca. W świecie jest tendencja, aby piloci szybowcowi, tak jak kierowcy, nie musieli co roku przechodzić specjalistycznych badań lekarskich. Mam sporo zaproszeń z całego świata, na pewno na emeryturze nie będę się nudził. PAP: Jak ocenia pan przyszłość szybownictwa w Polsce? J.C.: Dość czarno! Lotnictwo nie jest ulubieńcem władzy, która nie wiedzieć dlaczego uważa je za sport elitarny. Aerokluby regionalne borykają się z wielkimi problemami finansowymi, w niektórych z braku środków trzeba było ograniczyć szkolenie szybowcowe i samolotowe. Uważam, że w pomoc lotnictwu winien się włączyć resort obrony narodowej. Przecież bardzo wielu pilotów wyszkolonych w aeroklubach trafia do Dęblina, do Lotu, do innych przewoźników, do lotnictwa agro, do transportu. PAP: Czy nadal będzie pan startował na szybowcu Diana 2? J.C.: Jeżeli nie będzie nowego modelu, to oczywiście tak. Diana 2, która ma nowoczesny płatowiec, wymaga jednak modernizacji kadłuba. Zamiast tego chyba jednak o wiele lepszym rozwiązaniem będzie zupełnie nowa konstrukcja. |
| Copyright © 2000-2012 Michał Lewczuk michal@szybowce.com |