Szybownictwo |
|
|
27.10.2008 r.
Na co nam Mistrzostwa Polski?Szybownictwo polskie znajduje się w szczególnym momencie swojej długoletniej historii. Z jednej strony ma za sobą bolesną transformację z okresu gdy wszystko było za darmo i w pełni dostępne dla wszystkich, którzy chcieli latać w fazę gdy trzeba sporo zainwestować by latać i uczestniczyć w sportowej rywalizacji. Z drugiej strony ostatnie lata obfitują w doskonałe sukcesy sportowe naszych reprezentantów w zawodach rangi Mistrzostw Świata i Europy. Coraz większa grupa pilotów zdobywa środki na zakup sprzętu, poświęca swój czas i pieniądze nie tylko po to by latać ale by uczestniczyć w sportowej rywalizacji. Dobitnym tego dowodem jest dobra, a czasem wręcz rekordowa frekwencja podczas zawodów krajowych i Mistrzostw Polski. Coraz większa grupa zawodników uczestniczy także w zawodach zagranicznych organizowanych m.in. w Czechach, Słowacji czy w Niemczech. O czym to świadczy? Ano o tym, że wzrasta liczba pilotów, dla których latanie szybowcowe, mimo swoich kosztów, jest nie tylko formą rekreacji ale przede wszystkim sportem z wszystkimi tego konsekwencjami. Każdy sportowiec bowiem koncentruje swoje myśli i działania celem uzyskania jak najlepszego wyniku: piloci startujący w zawodach krajowych walczą o awans do Mistrzostw Polski, natomiast ci, którzy stają w szranki zawodów mistrzowskich robią to po to by zdobyć tytuł najlepszego w kraju, by awansować do kadry narodowej i by reprezentować Polskę. A wszystko to dzieje się dziś na koszt poszczególnych zawodników z minimalnym dofinansowaniem ze strony państwa. Przyjmując tezę, że szybownictwo jest sportem, należy zastanowić się jakie cechy wyróżniają sport spośród innych form aktywności społecznej. Nie błądząc zbyt rozlegle wśród przeróżnych definicji można się zgodzić ze stwierdzeniem, że uprawianie sportu, a zwłaszcza sportu wyczynowego służy rywalizacji zawodników. W większości sportów rywalizacja ta ma charakter bezpośredni, to znaczy odbywają się zawody, które wyłaniają zwycięzców. Cechą wspólną wszystkich zawodów jest bezpośrednia, podkreślam to z naciskiem bezpośrednia rywalizacja pomiędzy uczestnikami zawodów. W czasie rywalizacji nie ma znaczenia jaka nominalnie jest wartość zawodnika, czy zespołu. Jego pozycja wypracowana w poprzednim sezonie, a wyrażona miejscem na liście rankingowej jest tylko elementem określającym poziom reprezentowany przez zawodnika (zespół), natomiast nie ma bezpośredniego wpływu na ostateczny wynik zawodów. Tenisista zajmujący 100 miejsce na liście rankingowej może wygrać z pierwszą rakietą świata i mimo, że jest to wówczas spora sensacja wynik nie jest przez nikogo kwestionowany. Nie można wygrać rywalizacji sportowej jedynie w oparciu o ranking, a nie startując w konkretnych zawodach. Nie można także stwierdzić, że jest siÄ? zawodnikiem lepszym od pozostałych, jeśli nie udowodni się tego w bezpośredniej rywalizacji sportowej. We wszystkich dyscyplinach sportu jest podobnie. Czy jednak ta oczywista zasada dotyczy także sportu szybowcowego w Polsce? Jak wspomniałem na wstępie liczba zawodów szybowcowych rozgrywanych w naszym kraju jest na tyle wystarczająca, by zaspokoić potrzeby rywalizacji wszystkich, których ten sport interesuje. Na dodatek istnieją coraz większe możliwości startów w zawodach zagranicznych bez konieczności delegacji o randze reprezentanta kraju ze strony Aeroklubu Polskiego. Uczestnicząc w tych zawodach pilot zdobywa kolejne punkty plasujące go na odpowiednim miejscu listy rankingowej krajowej i IGC. Inną, równie atrakcyjną formą rywalizacji jest udział w Całorocznych Zawodach Szybowcowych im. R. Bitnera, czy też w Szybowcowym Pucharze Polski. Kolejną formą rywalizacji są zawody w ramach systemu Grand Prix. Kwestią dalece dyskusyjną jest jednak to, czy w rywalizacji o czołowe miejsca w kraju, miejsce w kadrze narodowej i reprezentacji wolno brać pod uwagę wyniki będące pochodną tych wszystkich form aktywności sportowej. Wszak Mistrzostwa Świata i Mistrzostwa Europy są rozgrywane według określonych reguł, które odbiegają od zasad rywalizacji w Pucharze Polski, czy zawodach Grand Prix. Na dodatek zawody mistrzowskie są rozgrywane w różnych klasach, co dodatkowo komplikuje zasady kwalifikacji zawodników do reprezentacji narodowej. Obserwacja praktyk stosowanych w ciągu ostatnich lat skłania do refleksji, że oto dziś, wybór tych najlepszych w dużym stopniu podważa fundamentalną zasadę rywalizacji sportowej. Jak bowiem ocenić tak forsowaną jeszcze niedawno zasadę doboru partnera do pary? W reprezentacji mógł znaleźć się zawodnik, który latał przeciętnie na ???krajowym podwórku???, ale jego atutem była sympatia partnera, który w rywalizacji krajowej wiódł prym. Dzisiejsza sytuacja również nie wygląda lepiej. Oparcie klasyfikacji o ranking, którego zasady trudne są do zgłębienia powoduje, że oprócz niekwestionowanych reprezentantów, którzy swoje miejsce wywalczyli w bezpośredniej rywalizacji, nasz kraj reprezentują także koledzy, którzy w ostatnich latach nie błysnęli formą podczas Mistrzostw Polski. Kolekcjonując punkty rankingowe za miejsca z pogranicza pierwszej i drugiej dziesiątki z zawodów zagranicznych nie koniecznie o randze mistrzowskiej uzyskali tytuł reprezentanta i to czasami w klasie, którą znają jedynie z odległych wspomnień młodzieńczych. Co ciekawsze zawodnicy, którzy w Mistrzostwach Polski zdobyli tytuĹ?y mistrzowskie nie dostąpili zaszczytu reprezentowania kraju i nadal toczą boje o medale w tych klasach. Czy jednak w tej rywalizacji chodzi o ten kawałek metalu, czy też o coś bardziej ważnego? Pozostaje więc postawić fundamentalne pytanie ??? po co rozgrywamy aż cztery, a czasem nawet pięć rodzajów Mistrzostw Polski, kiedy ich triumfatorzy nie mogą liczyć, że osiągnięty wynik da im mandat do reprezentowania kraju na arenie międzynarodowej. Po co w ogóle rozgrywamy Mistrzostwa Polski, kiedy punkciki do rankingu, który zamiast być formą określającą klasę zawodnika staje się wyrocznią w sprawach reprezentowania kraju, są wyżej cenione niż bezpośrednia rywalizacja sportowa? Mnogość klas szybowcowych wymusza konieczność dokonywania wyborów. Nie sposób latać we wszystkich klasach. Jeśli więc pilot decyduje się na rywalizację w określonej klasie to winien mieć pewność, że dobre miejsce ma jakieś znaczenie dla jego dalszej kariery. Że ktoś latając w innej klasie w zawodach sparingowych za granicą i zajmując miejsce w drugiej dziesiątce nie pozbawi go zaszczytu reprezentowania kraju. Aprobata dla takich praktyk pozbawia szybownictwo walorów sportowych. Piloci nie powinni być pionkami przestawianymi na planszy według niejasnych reguł. Pisząc o regułach nie sposób nie odnieść się do zawiłych metod obliczania punktów rankingowych. Wystarczy rzut oka na tegoroczny, świeżo upieczony ranking. Oto zwycięzca KZS w klasie Klub A uzyskuje więcej punków niż Wicemistrz Polski w klasie 18 m, zdobywca 6 miejsca na Mistrzostwach Świata w klasie Klub zdobywa więcej punktów niż Mistrz Polski w klasie Otwartej, a zajęcie 9 miejsca w tych samych Mistrzostwach Świata w klasie Klub daje zdecydowanie więcej punktów niż Mistrzostwo Polski w klasie 18 m. Co dziwniejsze pierwsze miejsce w Mistrzostwach Polski klasy 18 m daje przewagę nad drugim w tej klasie o prawie 100 pkt, przy dalszych różnicach między 2, 3 i 4 zawodnikiem liczonych pojedynczymi punkcikami. Można by tych przykładów mnożyć. Dowodzą one, że sposób obliczania punktów rankingowych jest błędny. Co więc dopiero powiedzieć o konstruowaniu składu kadry i reprezentacji w oparciu o te karkołomne i dalekie od rzeczywistości wyliczanki matematyczne. Uważam i poddaję to pod dyskusję kolegów pilotów, że czas wrócić do czystych i klarownych reguł kwalifikacji zawodników do zawodów i gremiów (kadra, reprezentacja) wyższej rangi. Czas zaakceptować dokonujące się zmiany w polskim szybownictwie, polegające na specjalizowaniu się zawodników w określonych klasach i doceniać dokonania tych pilotów w wybranych przez nich klasach poprzez awans zwycięzców Mistrzostw Polski do reprezentacji w tych klasach. Uważam, że stworzy to zdrową, sportową rywalizację pozbawioną podejrzeń o załatwianie swoich interesów w oparciu o przysłowiowy zielony stolik czy słynną już piaskownicę. A trenerowi życzyłbym by mógł bardziej skupić się na funkcji trenerskiej niż selekcyjnej, zwłaszcza jeśli ta selekcja opiera się na tak zamazanych regułach. Wszystko to może znacznie poprawić atmosferę w naszym środowisku i pozytywnie zaprocentować rywalizacją sportową w kraju i za granicą. Jurek Kolasiński |
| Copyright © 2000-2012 Michał Lewczuk michal@szybowce.com |