Szybownictwo

Szybowce

.....





24.12.2005, Dariusz Cisek, Maciej Ostrowski, Leszek Staryszak

Dwieście kilometrów na żaglu w Bezmiechowej

W czasie rozgrywanych od 7 do 21 sierpnia 2004 roku na Bezmiechowej II Mistrzostw Polski w Klasie Światowej wystąpiły dwa dni z "żaglem" - czyli silnym i stabilnym prądem zboczowym na południowym stoku Gór Słonnych. Bieszczady charakteryzują się specyficznym ukształtowaniem pasm gór, biegnących w przybliżeniu na kierunku 120-300 stopni, na ogół równoległych do siebie. Taki układ gór nazywany jest przez geologów rusztowym, występuje na dalekim przedpolu obszaru wypiętrzania gór. Wśród turystów najbardziej znane jest pasmo tworzące grzbiet połonin - Caryńskiej i Wetlińskiej, zaś równoległe do niego, ale niższe pasmo Gór Słonnych zamyka od NE obniżenie, w którym leżą między innymi Ustrzyki Dolne, Lesko i Sanok. U podnóża tych gór płynie malowniczymi zakolami główna rzeka Bieszczad - San.

Zbocza nad wioską Bezmiechowa, odległe o 8 km na NE od Leska odkryte zostały dla lotnictwa w latach 30, gdy wykorzystując częste prądy zboczowe i łatwość odchodzenia na falę lub termikę intensywnie szkolono tutaj pilotów szybowcowych, głównie studentów Politechniki Lwowskiej. Od wielu lat grupy entuzjastów prowadziły prace nad uruchomieniem lotniska z prawdziwego zdarzenia, tak aby mogło stanowić liczący się ośrodek szkolenia szybowcowego i paralotniowego w górach. Niewątpliwie jednym z atutów takiego ośrodka jest możliwość rozegrania zawodów szybowcowych wysokiej klasy. Dobrym duchem i głównym organizatorem II Mistrzostw Polski w Klasie Światowej był Wojtek Średniawa, pełniący funkcję kierownika sportowego i dyrektora mistrzostw. Zarówno sędziowanie, realizowane przez Darka Ciska, jak i obsługa meteo prowadzona przez Macieja Ostrowskiego nie były pozbawione problemów wynikających z rozgrywania pierwszych zawodów w nieznanych, górskich warunkach, w miejscu, o którym do dziś opowiada się lotnicze legendy.

Po wielogodzinnej podróży i nocnych poszukiwaniach słabo oznakowanego wjazdu na szczyt Bezmiechowej, bladym świtem pierwszego dnia zawodów znaleźliśmy się na miejscu. Wstający dzień wynagrodził trudy podróży i sprawił, że zamiast spać robiliśmy kolejne zdjęcia wspaniałego wschodu słońca. Na grzbiecie pyszni się nowo oddany do eksploatacji budynek Międzyuczelnianego Wielofunkcyjnego Lotniczego Laboratorium Naukowo-Badawczego Politechniki Rzeszowskiej i Politechniki Warszawskiej, wprawdzie o kondygnację wyższy jak w okresie przedwojennym, ale o zbliżonym kształcie architektonicznym i dzięki temu umiejętnie wkomponowany w krajobraz. Bezpośrednio przy budynku znajduje się hangar na około 15 szybowców z pomieszczeniami dla obsługi technicznej oraz drewniany domek pilota z kominkiem. Na wyposażeniu Akademickiego Ośrodka Szybowcowego PRz jest wyciągarka i ściągarka szybowcowa. Lotnisko posiada dwa pasy - jeden od samego grzbietu zbocza do startów grawitacyjnych, drugi położony nieco ponad dnem doliny do startów za wyciągarką i lądowań. Planowane jest wydrzewienie północnego skłonu zbocza dla uzyskania trzeciego pasa, na którym dodatkowo zimą będzie instalowany wyciąg narciarski.

Zdj. 1 - Startujący do lotu na żagiel szybowiec PW-5, na szczycie budynek Laboratorium, na niebie nie ma żadnej chmury - fot. M. Ostrowski

Mistrzostwa rozgrywane były wyłącznie przy startach za wyciągarką. Ani razu nie trzeba było powtarzać startu do konkurencji. Szybowce po ciągu na wysokość około 450 metrów nad kwadrat (300 metrów nad grzbiet) "łapały się" na termikę lub żagiel. Przy silniejszym wietrze wiejącym pod stok startowały ze szczytu góry także holowane wyciągarką. Taka organizacja startów znacznie zmniejszyła obciążenia finansowe zawodników - koszt startu do konkurencji wynosił bowiem tylko 15 złotych. Szybowce do startu ustawiano na dole lądowiska, wyciągarkę tuż pod szczytem, napięta lina wyciągarki wisi nad zagłębieniem terenu na wysokości kilku metrów - warunki startu dla lotników przyzwyczajonych do płaskiego terenu lub Żaru wręcz zaskakujące. Szybowce po kilkumetrowym rozbiegu są w powietrzu, szybko osiągają wysokość 350 - 400 m nad kwadrat. Specyfika latania w górach implikuje wybór trasy, która musi być dopasowana do warunków atmosferycznych, klasy szybowców oraz nielicznych przygodnych lądowisk. W najbliższej okolicy są do dyspozycji tylko pola w Monastercu, lądowiska w Weremieniu i Sanoku, oraz pólka położone na stokach gór. Także specyfika gór powodowała, że parokrotnie jedynie nad pasmem wzniesień występowały noszenia, dalej w dolinie brakowało termiki.

Wracając do "żagla" - w dniu 17 sierpnia zaczęło mocno wiać z południa z niewielkim odchyleniem ku zachodowi - czyli równo pod stok. Już o godzinie 9, przy braku jakichkolwiek chmur Wojtek z Darkiem leci na sondę Bekasem, startując GRAWITACYJNIE... Żadnej wyciągarki, samolotu czy gumowych lin. Po prostu na samej górze stoku, bezpośrednio po wyciągnięciu szybowca z hangaru, wsiadamy do niego, dwóch kolegów lekko nas popycha i jesteśmy w powietrzu! Szybkie odejście w prawo, mamy 1,5 m/s wznoszenia, dojście do stoku, nawrót i jesteśmy 100 m nad szczytem! Jest fantastycznie. Lecimy najpierw w kierunku wschodnim sprawdzając jak daleko jest żagiel. Odchodzimy około 5 km od startu - żagiel trzyma. Zawracamy na zachód i okazuje się, że w tamtym kierunku bez problemów przelatujemy 8 km. Zawracamy i znów "macamy" wschodnią część pasma. Okazuje się że mamy 18 km żagla. Lądujemy na szczycie pod samym domkiem pilota.

Po rozpoznaniu warunków, a w szczególności stwierdzeniu, że noszenia w prądzie zboczowym występują na całej długości grzbietu i wynoszą przeciętnie 1 m/s przy wietrze o prędkości 10-12 m/s na samym grzbiecie - taka też prędkość wiatru utrzymywała się aż do około 100 metrów nad grzbiet - zapada decyzja o rozegraniu konkurencji "na żaglu", której nikt przed nami nie robił. Obszarówka w dwóch obszarach: Załóż i Dźwiniacz, odległych o 18 km, tak więc aby uzyskać odległości 101/341 km trasę trzeba pokonać sześciokrotnie. Wyżej, jak się okazało w czasie lotów, wiatr był słabszy i na górnej części żagla osiągał prędkość rzędu 35 km/h (10 m/s) według pomiarów GPS. Wiatr w miarę podnoszenia się temperatury w dolinach (poza cirrusami nie było innych chmur) zaczynał wykazywać cechy termiczne, chwilami przyśpieszał do 15 m/s, chwilami słabł do 8 m/s. Pozwalało to na precyzyjne wykorzystywanie do startu chwil osłabienia się wiatru.

zrzut SeeYou

Rys. 1 - Zapis lotu Leszka Staryszaka w dniu 17.08.04, widać parokrotne nabieranie wysokości w silnie znoszonych na zawietrzną grzbietu kominach termicznych

Tym razem wyciągarka jest na dole a szybowce na szczycie, niedaleko od hangaru. Pierwszy start jest emocjonujący. (Zdj. 1) Szybowiec wychodzi 500 m nad wyciągarkę. Kolejne starty przebiegają podobnie. Mimo braku ściągarki liny (krążył samochód terenowy wciągający lin punktu widzenia obserwatora na grzbiecie. Oddajmy głos Leszkowi Staryszakowi.. Starty okazują się rewelacyjne, zaraz po wyczepieniu na 100 m nad start przechodzimy na żagiel i termikę. Nosi do 900 potem do 1100 metrów. Pierwsze cztery strefy robię oczywiście na maksa, mam już 120 km, cieszą dwu, czasem trzy metrowe kominy, z litością patrzę na gości jadących w parterze pode mną - ale dołują. Zaraz.... w czasie gdy wykręcam 200 m jeden z nich przejeżdża pode mną, leci do strefy, zakręca i mija mnie lecąc do kolejnej strefy... szybkie obliczenia w pamięci i wychodzi mi, że lecę około 80 km/h, a więc ci na dole mogą być lepsi! Wszyscy tak latają więc to musi działać, schodzę na żagiel i pędzluje żeby odrobić stracony na termice czas, latam tuż nad drzewami, do doliny jest kawał, czy jak podusi uda się tam dolecieć? Nie ma tego komfortu co na Żarze, gdzie zbocza są bardziej strome. Dopiero po kilku nawrotach dociera do mnie, że jednak nie spadam, więc żagiel działa i nie ma się czym przejmować. Po paru godzinach żagiel zaczyna słabnąć. Termiki która początkowo pomagała nabrać od czasu do czasu wysokości, już dawno nie ma. Wszyscy, którzy wcześniej się zorientowali, umawiają się już na wyjazd do miasta lub siedzą na ławeczce popijając piwo, a ja mam jeszcze do zrobienia 4 strefy...

W czasie konkurencji na tarasie widokowym pełno widzów. Co chwilę obok tarasu, niemal na wyciągnięcie dłoni przelatuje szybowiec. Raj dla fotografów. Część zawodników trzyma się wysoko wykorzystując termikę, kilku lata tuż nad wierzchołkami drzew. Najszybciej ryzyko podjął Jarek Lewiński, który jak się później okazało, ani razu nie korzystał z termiki. Całą trasę obleciał wyłącznie wykorzystując żagiel (Rys. 1). Leszek Staryszak zdecydowanie wykorzystuje termikę ponad żaglem, która również wystąpiła w tym dniu (Rys. 2). W tak szalonych warunkach zwycięzcy pokonali trasę o długości 160 do 170 km. Dla niektórych zawodników największym problemem było liczenie kolejnych "kółek" i na wszelki wypadek zrobili ich trochę więcej; jedynie Sławek Talowski zrobił o jedno za mało. Wszyscy lądują bezpiecznie, zadowoleni z tak niezwykłej rywalizacji.

Rys. 2 - Zapis lotu Jarka Lewińskiego w dniu 17.08.04, zawodnik lata jedynie na żaglu, nie wykorzystuje noszeń w kominach

Meteorologiczne przyczyny powstania "żagla" precyzyjnie prognozowane były w czasie odpraw meteorologicznych prowadzonych przez Macieja Ostrowskiego, autora wznowionej książki "Meteorologia dla lotnictwa sportowego". Dwa dni wcześniej przechodził przez rejon Bieszczad niewielki, wędrujący układ wyżowy, sprowadzający piękne, czyste cumulusy. Jednak już za wzniesieniami Pogórza Dynowskiego widać było ciągnący się dalej na północ obszar bezchmurnego nieba, co świadczyło o napływie bardzo suchej masy powietrza w tym wyżu. Wieczorem wiatr odwrócił się na południowy, ciesząc pojawiających się natychmiast na lotnisku paralotniarzy, którzy zaczęli wykonywać stabilne szybowanie na prądzie zboczowym. Następnego dnia, 16 sierpnia panowała ogłaszana przez prezenterów telewizyjnych i radiowych "piękna pogoda" polegająca na braku chmur. Jedynie nad głębszymi dolinami i wyższymi pasmami dalekich Bieszczad pojawiły się po popołudniu nieliczne cumulusy, niedostępne z naszego lotniska, które były skutkiem oddawania z podłoża znacznych ilości wilgoci zgromadzonej w lasach i dolinkach w czasie poprzednich, opadowych tygodni. Próby lotów sondą wykazywały jedynie spokojną atmosferę z nieznacznymi termikami bez jakichkolwiek śladów kondensacji.

meteogram

Rys. 3 - Meteorogram dla rejonu Leska - przebieg w czasie prognozowanych parametrów meteorologicznych na 17 i 18 sierpnia - źródło ICM UW

Kolejnego dnia rano (17 sierpnia) zaczęło już zdecydowanie wiać z południa. Wprawdzie sondaż z Popradu obiecywał, że można było liczyć na drobne cumulusy, ale zwiększanie się deficytu punktu rosy na wschodzie kraju nie rokowało nawet takiego zachmurzenia w tej masie powietrza. Potwierdził to meteorogram (prognoza w profilu czasowym) uzyskana ze strony ICM UW (http://meteo.icm.edu.pl) (Rys. 3) Równomierny, typowo wyżowy wzrost temperatury, równoległy spadek wilgotności względnej, nieznaczne zachmurzenie cirrusami potwierdzało, że będziemy mieli do czynienia przez dwa dni z sytuacją silniejszego napływu powietrza na granicy ustępującego nad Ukrainę wyżu i zbliżającego się od zachodu niżu znad Anglii. Najbardziej istotne było oszacowanie prędkości wiatru nad grzbietem. Model ICM prognozował jedynie 20 km/h (5 m/s), ale prognoza ta dotyczy dna dolin na wysokości 10 metrów nad podłożem. Mając na uwadze, że wzniesienie pasma Gór Słonnych wynosi 300 metrów nad dolinę przyjąłem, bazując na wieloletnim doświadczeniu, prędkość wiatru nie mniejszą jak 10 m/s na wysokości grzbietu. Jeszcze istotniejsze od prawidłowo prognozowanej prędkości było utrzymywanie się kierunku i stabilność prędkości wiatru przez cały dzień.

Po pełnym wrażeń rozegraniu trzeciej konkurencji następnego dnia (18 sierpnia) było również wietrznie. Ponownie Wojtek decyduje się na rozegranie konkurencji na żaglu. Trasa identyczna, nieco zmienione sektory. I znów uczta dla fotografów na tarasie widokowym. Wygrywa podobnie jak dzień wcześniej Leszek Staryszak. Oddajmy mu ponownie pióro czy klawiaturę.. Pogoda bez zmian. Żeby nie lecieć tej samej konkurencji, żartem proponujemy zmianę kolejności oblatywania stref. Darek Cisek był bardziej kreatywny, strefy obciął nam do półkoli i czas na trasę 101-252 km - 2 godziny. Obcięcie to miało nas powstrzymać przed niebezpiecznym zapuszczaniem się daleko od lotniska, lecz skutek miało odwrotny, musieliśmy latać na nieprzyjemnym stoku Dźwiniacza zamiast trochę dalej na prostym stoku lepiej ustawionym do wiatru w okolicach Załóża. Trudno, czas minimalny i kształt stref znowu zmuszał nas do szukania maksimum funkcji długości trasy. Okazało się, że żagiel działał wręcz z aptekarską dokładnością i świadomość, że na 8,4 km i 9,4 km od startu będzie trochę nosić, a na 10,5 km będzie zerko umożliwiające zakręt, umożliwiała lot gdy drzewa były na wysokości szybowca po lewej stronie, z przodu i po prawej.

W tym dniu temperatura osiągająca nawet 30 stopni (taka była prognoza dla dolin) nie dawała jeszcze możliwości powstawania stabilnych cumulusów, jedynie na samym szczycie prądu wznoszącego pojawić się mógł się szybko zanikający dymek kondensacji. Zawodnicy już bardziej obeznani z lotami na żaglu precyzyjnie wykorzystywali to zjawisko i w podobnych warunkach uzyskali wyższe prędkości przelotowe. Tego dnia wiatr w porywach osiągał nad grzbietem 15 m/s, ale chwilami prędkość spadała do 10 m/s. Zmienność wiatru wskazywała na większy udział termiki w opływie zbocza. O tym także świadczyło zachowanie szybowników, na kilkunastokilometrowym zboczu odnaleźli trzy miejsca, w których stale pracowały kominy termiczne.

Mistrzostwa udały się dzięki świetnej organizacji zawodów, brawa dla Wojtka Średniawy i ekipy pod jego kierunkiem. Szef techniczny Irek Zima bardzo sprawnie przeprowadził sprawdzenie dokumentacji technicznej szybowców, o każdej porze dnia i wieczoru udostępniał narzędzia i służył pomocą w sprawach technicznych, a ponadto wyciągał nas na wyciągarce do konkurencji. Niezawodni też byli ludzie Wojtka, którzy prywatnymi samochodami ściągali linę od wyciągarki, obsługiwali ściągarkę i pomagali spychać i wciągać szybowce na start i do hangaru. Tempo zwożenia z pola też było ekspresowe, po dwóch godzinach od lądowania szybowiec stał gotowy do lotu w hangarze. Słowa uznania również dla Darka Ciska, który w trybie ekspresowym odczytywał loggery i tylko wydajność komputera i algorytmy SeeYou przy konkurencjach ze strefami rozbudzały w nas emocje podczas czekania na wyniki. Szczególne wrażenie zrobiło na zawodnikach odważne odwołanie konkurencji 14 sierpnia już podczas pierwszej odprawy, chociaż rano pogoda nie była ewidentnie zła. Okazało się, że była to doskonała decyzja. Dzięki temu całą ferajną mogliśmy pojechać w najdalej na południowy-wschód położony kraniec polskich Bieszczad, zdobyć najwyższy szczyt i stamtąd oglądać przechodzące deszcze.

Rektor Politechniki Rzeszowskiej prof. Tadeusz Markowski, jej dyrektor administracyjny Wacław Gaweł oraz dyrektor Ośrodka Kształcenia Lotniczego PRz Janusz Bury znacznie pomogli w organizacji Mistrzostw poprzez sfinansowanie imprezy oraz umożliwienie zawodnikom korzystania z bezpłatnego zakwaterowania w budynku Laboratorium - wielkie dzięki. Duże brawa dla firmy Eurocolor, sponsora nagród w postaci interesującego sprzętu fotograficznego, oby rozwijała się dalsza współpracę z organizatorami zawodów lotniczych.

Zawody na Bezmiechowej okazały się ciekawym doświadczeniem zarówno dla zawodników jak i organizatorów. Możliwość startu na zboczu za wyciągarką na dwa sposoby tj. z wyciągarką u góry lub na dole zbocza daje możliwość latania przy różnych kierunkach wiatru - z północy i z południa. Zdecydowanym problemem może być tylko silny boczny wiatr, przy którym starty na Bezmiechowej są praktycznie niemożliwe. Jednak jak pokazała praktyka przy niezbyt silnych wiatrach bocznych można tam latać zupełnie bezpiecznie. Również istnieje możliwość startu za samolotem, jednak na tych zawodach nie był on wykorzystywany. Całkiem nowym doznaniem był start grawitacyjny. Może on jednak być wykorzystany tylko przy silnym południowym wietrze i w przypadku szybowców z podwoziem takim jak Bekas, Bocian czy Junior. Pas lądowań, znajdujący się u podnóża góry okazał się dostatecznie bezpieczny i obszerny. Wymagał on jedynie absolutnie sprawnych hamulców w szybowcu, aby zapobiec ewentualnemu przemieszczaniu się szybowca w dół do tyłu po zakończeniu dobiegu. Podczas lądowań również zawodnicy musieli nauczyć się kilku rzeczy. Oprócz tego, że lotnisko posiada "garby" w poprzek stoku, za którymi czasami nie było łatwo podążyć na wyrównaniu, okazało się, że trzeba lądować ze "zwisem", żeby nie zaczepić końcówką skrzydła o ziemię.

Należy jeszcze podkreślić wielkie znaczenie, jakie dla medialnego propagowania szybownictwa może mieć Bezmiechowa. Specyfika podchodzenia do lądowania czy lotów na żaglu powoduje, że z tarasu widokowego Laboratorium i z całego grzbietu obserwuje się szybowce w locie, a nawet fragmenty konkurencji. Przy locie na żaglu przez lornetki widać było wszystkie szybowce na całej trasie! Także same doloty są imponujące. Lecące od strony Sanoka szybowce ze świstem przelatują kilka metrów nad ziemią wzdłuż zbocza i po wykonaniu zakrętu w prawo odchodzą w dolinę i lądują w miejscu, z którego wystartowały. Dzięki pochyłości terenu kibice na Bezmiechowej widzą przelatujące szybowce z perspektywy nie oglądanej na innych lotniskach. Na te niepowtarzalne doloty przychodziło sporo widzów.

Podsumowując należy zdecydowanie uznać, że na Bezmiechowej można rozegrać ciekawe zawody szybowcowe. Trzeba jednak stwierdzić, że jest to miejsce dla doświadczonych pilotów, a liczba szybowców uczestniczących w zawodach nie może być większa niż 15. Jesteśmy przekonani, że dzięki zaangażowaniu i wyjątkowemu poświęceniu, jakie na tych zawodach wykazał Wojtek Średniawa, w przyszłym roku, wbrew wszelkim malkontenckim opiniom jakie docierały do organizatorów mistrzostw przed zawodami, Bezmiechowa znów będzie gościć znakomitych szybowników, rywalizujących w tych trudnych, ale jakże pięknych "okolicznościach przyrody".

Dariusz Cisek,
Maciej Ostrowski,
Leszek Staryszak

Zobacz także:


Copyright © 2000-2012 Michał Lewczuk
michal@szybowce.com